Debata bez sensu

Po raz kolejny okazało się, że pierwsze przeczucie jest najlepsze. Niepotrzebnie w ogóle poszedłem na tę kogucią debatę. Nie było z kim rozmawiać, bo też na debatę nie zapraszali ci, którzy odpowiadają za Koguta, tylko Niemirowski, który miał swoje pięć minut w roli Pospieszalskiego. Organizatorzy Dni Koguta, czyli Hadryś, Październik i Witkowski (Rostecki tradycyjnie się wymiksował) przyszli, bo tak im wypadało, ale z ich wypowiedzi wcale nie wynikało, że coś jest nie tak, że odczuwają jakąś presję, że docierają do nich krytyczne głosy. Wprost przeciwnie, chwalili się jakąś „oławską formułą święta”, którą ponoć powielają teraz Duszniki Zdrój – ale cóż to takiego jest ta tajna formuła? Nie wiem. Impreza jak impreza, żadnej nowej formuły w tym nie widzę. Więcej kasy – to więcej dni, więcej koncertów i więcej gadżetów. Jedyny oryginalny punkt dotychczasowych imprez, ściągający tu media, czyli wybory żywego koguta, mogącego być wzorcem oławskiego herbu, zastąpiono pochodem kogutów na platformach w asyście dzieci i nauczycieli, zmuszanych przez władze do radości podczas swoich dni wolnych od pracy i nauki (wiadomo, przestraszeni i podporządkowani żalą się jedynie po cichu). A reszta jak to na imprezach. Koncerty, zawody, rozgrywki itp. No i jeszcze to ryzykowne bieganie kogutów. Dlaczego ryzykowne? Bo prędzej czy później jakieś towarzystwo miłośników zwierząt zauważy, że ptaki zmuszane są hałasem do nienaturalnych dla nich zachowań, czyli obłąkańczego rajdu w siatkowym tunelu. Efekt? Stres, cierpienie i inne takie, co zwykle podają miłośnicy zwierząt. Jeszcze na to nie wpadli, ale jak kogut padnie, to wpadną.
Najciekawsze, że podczas debaty nikt nie potrafił wyjaśnić nielicznie przybyłym oławianom, po co impreza trafia na jeden dzień do Wrocławia. Bo trzeba się promować! Ale po co? Bo jest okazja! Ale po co? Bo firma z Wrocławia zaoferowała, że tylko za 25 tys. zł, a gdybyśmy chcieli zrobić to sami, to kosztowałoby więcej! Ale po co? Na to pytanie nie otrzymałem sensownej odpowiedzi. Od razu przypomniały mi się Mrożkowe półpancerzyki praktyczne, które ludzie brali, nawet po dwa, bo akurat rzucili w promocji. Ale po co?
I tak to sobie biliśmy pianę na debacie, nie dochodząc do żadnych wniosków. Wprawdzie władza, w postaci wiceburmistrza Hadrysia, wyrażała przykrość, bo wyczuła w moim głosie żal za utraconym, a przecież – jak usłyszałem – wszystko przemija. Nie wyczuła natomiast, że oto właśnie miasto pozbyło się strony www.kogut.olawa.pl, którą stworzyliśmy i utrzymywaliśmy z własnych pieniędzy, a skoro teraz nikogo to nie interesowało, pozbyliśmy się domeny. Nie wyczuła, że marnuje wiele lat doświadczeń, dotychczasowe dżingle (opłacone z publicznych pieniędzy), kontakty ze sponsorami, znajomości itp. Przykład? Przychodzi szef miejskiej promocji do firmy Bartek, która przez lata robiła dla Oławy piękne „kogucie jaja” z wosku – oryginalne nagrody i prezenty dla gwiazd imprezy – i zamiast trafić do właściciela, idzie do biura zleceń, zamawia jakieś gadżety z kogutem i płaci. Bez dyskusji, bo to przecież nie jego pieniądze, tylko miejskie. Mówi mi potem Bryłkowski (właściciel BARTKA), że ten Witkowski to jakiś dziwny, bo przecież on chętnie zrobiłby te wszystkie kogucie gadżety (a nawet więcej) gratisowo, jak dotąd, ale skoro nikt nawet nie przyjdzie, nie poprosi i woli płacić, niech płaci. I zapłacimy. Wszyscy. To tylko jeden drobny przykład, jak władza lekceważy społeczników, którzy do tej pory dawali imprezie pieniądze, sprzęt, pomysły, a przede wszystkim swój czas (czasem także z samochodem i bakiem pełnym paliwa). A teraz tłumaczy młodym gniewnym z Rady Młodzieżowej, że przecież nie ma ludzi do roboty, więc tego się nie da zrobić, tamtego się nie da. No, nie da się. Chyba, że wyda się więcej pieniędzy. Na przykład na zawodowców z wrocławskich agencji, dla których Oława będzie kolejnym produktem. I za pieniądze będą go wychwalać pod niebiosa, jak wcześniej podpaski, makaron, czy Lądek Zdrój.
Skłamałbym, gdybym upierał się, że debata nie wniosła niczego nowego. Wniosła. Otóż władza pierwszy raz publicznie zaprosiła wszystkich chętnych do współpracy przy organizacji Dni Koguta. To już jest jakaś nowość, bo do tej pory nikt takiej oferty publicznie nie składał. Ale ja w nią nie wierzę. Bo impreza za dwa miesiące, niemal wszystko już ustalone, pieniądze rozdane, umowy podpisane. A z debatowych wypowiedzi władzy wynikało, że i tak wie lepiej, co ma robić, ma swój plan i konsekwetnie go realizuje, a wszyscy inni bywają jedynie kosztownym problemem, więc lepiej… żeby ich nie było, choć oficjalnie oczywiście ramiona na zawsze pozostaną szeroko otwarte. Tylko wtedy wystarczy lekki podmuch z tyłu i łatwo się przewrócić.

Napisane przez:

komentarze 3 do “Debata bez sensu”

  1. 21-04-2009 o godz. 20:54, ddd pisze:

    Jak widzę, szkoda słów na dalszą dyskusję. Już widzę, jak wszyscy rzucają się do organizowania Dni Koguta pod przewodnictwem naczelnika promocji! A może zorganizować Dni bez Koguta! Taką offową imprezę dla zainteresowanych. Kto jest ZA? A Wrocław nie jest przypadkowy. Pewnie mieli tam i tak imprezę, a darmowi artyści z Oławy zapełnią im scenę na parę godzin. Za friko! I jeszcze dopłacą. Jak promocja, to promocja…

  2. 22-04-2009 o godz. 00:22, mandragora pisze:

    Żadna nowa jakość. Po prostu zasłona dymna/listek figowy – i dla spin doktorów DK, i dla W.N.

    Chciałem przyjść na to spotkanie, ale pora była karkołomna. Nie wiem, czy dopuszczono by mnie do głosu, ale gdyby, to zadałbym takie pytanko: co ma większe znaczenie dla wizerunku miasta (długoterminowo) – parę migawek TV z męczenia ptactwa / opłacone peany Smektały, czy opinie, jakie na co dzień „rozsiewają” o swoim mieście oławianie – np. podczas luźnych rozmów z mieszkańcami innych miejscowości? W zależności od odpowiedzi, miałem w zanadrzu kilka wariantów rozwojowych. Jeśli to kogo interesuje, możemy pogadać.

  3. 26-04-2009 o godz. 20:10, olawa pisze:

    Mam nieodparte wrażenie że, historia znów zażartowała z mieszkańców Oławy.
    A mianowicie; panowie którzy wcześniej w PRL-u organizowali pochody pierwszomajowe, capstrzyki z okazji rewolucji październikowej, święta 22-go lipca oraz coroczne święta ORMO, znowu przymierzają się do wyrzucenia w błoto nie swoich prywatnych pieniędzy, lecz społecznych pieniędzy podatników.
    Stare imprezy na których władze uporczywie wręczały komunistyczne medaliki, dokumentowane były w postaci fotografii, artykułów w gazetach i są do wglądu u wielu mieszkańców Oławy.
    To całe szczęście że, władze wojewódzkiego miasta Wrocławia, miasta o ogromnej tradycji akademickiej, odrzuciły infantylne zapędy małomiasteczkowych włodarzy Oławy.
    Jakieś koguty popychane i jeżdżące na rozpadających się kółkach meblowych ?
    Jakieś występy zespołów amatorskich z obcych krajów ?
    Jakieś prowadzenie imprezy na Wrocławskim Rynku przez znanego „zgorzeleckiego intelektualistę” (rocznik 1951) Zdzisława S., pracującego „niezawodnie” w Magazynie Gazety Robotniczej gdzie redaktorem naczelnym był tow. Balicki – sekretarz KW PZPR Wrocław ?
    Toż to całe szczęście że, wyżej opisane zapędy nie spodobały się bardzo Panu doktorowi Dudkiewiczowi, co w konsekwencji spowodowało odrzucenie propozycji „robienia wiochy” na wielkomiejskim rynku wrocławskim.

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie