Wybacz mi!

No i mamy problem. Przyszła do redakcji dziewczyna z podoławskiej wsi i prosi, by napisać o jej miłości. A dokładnie o jej byłej miłości – konkretnie z imienia i nazwiska. Ma nadzieję, że tekst w gazecie zwróci uwagę, i facet, którego wcześniej nie chciała -wróci do niej. Czysty harlequin! I co teraz? Chcemy pomóc zdesperowanej dziewczynie, zwłaszcza że robi całkiem dobre wrażenie. Z drugiej strony przy okazji można skrzywdzić chłopaka, który przecież o niczym nie wie, niczego się nie spodziewa, a być może właśnie układa sobie życie w nowym związku. Sytuacja patowa.
Oczywiście z punktu widzenia komercyjnego nie powinienem nawet się zastanawiać. Dziewczyna jest dorosła, daje zgodę na wykorzystanie fotki, powinna wiedzieć co robi i jak może to zostać odebrane. Z drugiej strony to typowy temat tabloidowy – nie powstydziłby się go ani „Fakt” ani „Super Express”.
Ciężko z niego zrezygnować, bo wiadomo, że sprzeda numer, zwłaszcza w małych miejscowościach. Z drugiej strony pewne, że bardziej wyrobieni czytelnicy dokopią nam niemiłosiernie za „robienie afery z niczego” i grzebanie w prywatnych sprawach. Czyli stara śpiewka pt.: Jak robić gazetę, żeby wszyscy byli zadowoleni. Ostatecznie decydujemy się na zminimalizowanie ewentualnej krzywdy faceta, czyli nie robimy z tego jedynki numeru, nie pada nazwa miejscowości, nie ma jego nazwiska, nawet wiek ukrywamy. To wszystko zresztą dla czytelnika nie powinno być istotne, choć oczywiście wywoła masę domysłów i pytań. Choćby podstawowe: Po co to dawać do gazety? No właśnie. Taka dyskusja też w redakcji. Głosy rozkładają się niemal po równo. Oczywiście najprostsza odpowiedź na to pytanie jest taka, że dajemy choćby tylko po to, aby numer się sprzedał i przy okazji inne, cenniejsze materiały trafiły pod strzechy. Można też odpowiedzieć po prostu, że chcemy pomóc czytelniczce, przy okazji pomagając sobie. Ciężka sprawa. Przypominam sobie, jak parę lat temu ktoś równie zdesparowany wynajął billboard w Radwanicach, gdzie opisywał swój sercowy problem. Media o tym informowały, szukając adresatki wyznań. Zresztą nawet dziś, gdy jechałem do Wrocławia, po prawej stronie, tuż przy wjeździe, ktoś sprayem wypisał na wielkiej tablicy słowa przeprosin dla swojej miłości, chyba Joli. Coraz częściej zakochani wybierają taki niekonwencjonalny sposób wyrażania swoich uczuć. Czy media powinny brać w tym udział? Już biorą. Wystarczy wspomnieć programy telewizyjne typu „Wybacz mi” czy „Urzekła mnie twoja historia”. Oby tylko takie tematy nie dominowały… Na szczęście jest parę innych – tym razem społecznych tematów – w przygotowywanym numerze. Moim hitem jest rzecz o tym, jak to władze miejskie mogą kupić coś, nie do końca wiedząc co, za ile, a nawet po co.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie