Daj wędkę, nie rybę

Głową w mur – tak wygląda czasem spotkanie z naszym czytelnikiem, o którym zwykle myślimy, że nas rozumie. Nie zawsze. Generalnie to świetne orzeźwienie, sprowadzenie na ziemię, a nawet powrót do korzeni. Mamy taką rubrykę FOTOŚWIAT, gdzie zamieszczamy zdjęcia, przysłane przez naszych Czytelników o zacięciu artystycznym. Ptaszki, kwiatki, drzewka, budynki, widoczki, zachody słońca itp. Generalnie rubryka – wydawałoby się – bardzo bezpieczna. Nic z tego. Niebezpieczna. Ostatnio zamieściliśmy fotografie starej łodzi, malowniczo leżącej na odrzańskim brzegu, przykutej łańcuchem do czegoś tam. No, po prostu ładny obrazek. Po paru dniach przychodzi Czytelnik.
– To ja jestem właścicielem tej łodzi – mówi. – Przepraszam, że ona taka zaniedbana, ale mam papiery, że jest legalnie zarejestrowana. Niepotrzebnie robiliście te zdjęcia! I to na czarnym tle w gazecie. Teraz szef wzywa mnie do siebie, bo przecież „wstyd”, „gazeta krytykuje”, „idź się wytłumacz”, a najlepiej „pomaluj ją” i zrób z tym wszystkim jakiś porządek.
Próbuję tłumaczyć, że nikt niczego nie krytykuje. Że łódź wyglądała malowniczo. Że to artystyczna wizja fotografa, któremu spodobał widoczek. Że to po prostu piękne.
– To ma być piękne?! – Czytelnik wskazał palcem na fotkę z pordzewiałymi łańcuchami, przytrzymującymi łódź na brzegu. – Tooo?!
I co miałem robić? Próbowałem, ale chyba poległem.
Przy okazji przypomniała mi się inna historia, ale z tej samej serii. Pisaliśmy o bezrobotnym, który potrzebował maszyny do szycia, by stanąć na nogi i zacząć wreszcie zarabiać. Uznaliśmy, że to świetny pomysł, promujący aktywność bezrobotnych. Postanowiliśmy mu pomóc i napisaliśmy o sprawie. Zwłaszcza, że prosił o konkretne narzędzie do zarabianie, a nie o kasę, jak to zwykle bywa. Akcję zatytułowaliśmy „Dajmy wędkę, nie rybę!”. No i się zaczęło.
– Dzień dobry – sympatyczny Czytelnik w wielkich gumowcach kłaniał się już od progu.
– Dzień dobry- odpowiedziałem.
– To ja już przyniosłem – machnął ręką w stronę korytarza, gdzie zapewnie zostawił to, co przyniósł.
– Ale co? Co pan przyniósł.
– No, jak to co? Wędki?
– Jakie wędki?! – zgłupiałem.
-No, takie normalne. Dwie. Dwie wędki.
– Ale po co?
– Jak to po co?! To najpierw piszecie, że trzeba dać wędki komuś, kto jest w potrzebie, a potem pan pyta po co?
– Tak napisaliśmy, ale…
– Jakie ale? Mam cztery, to pomyślalem, że odstąpię dwie, co w piwnicy były, niech sobie chłop łowi ryby, jak nie ma co jeść. My z żoną rozmawialiśmy, że trzeba ludziom pomagać. Nie jesteśmy bogaci, ale akurat wędki mieliśmy, więc się podzielimy.
Wziąłem. A co miałem robić? Nie wziąć? W takiej sytuacji?! Gdy ktoś sercem pchnięty dzieli się biedą? Już teraz nie pamiętam, co się stało z tymi wędkami, ale dziś na wszelki wypadek staram się unikać wszelkich metafor.

Napisane przez:

Jeden komentarz do “Daj wędkę, nie rybę”

  1. 20-05-2009 o godz. 21:20, Michał Mruk pisze:

    Jako autor zdjęcia chciałbym bardzo (naprawdę bardzo – to nie jest sarkazm) przeprosić właściciela za ten karygodny czyn, którym było sfotografowanie jego łódki. Zapewniam, iż gdy tylko będę miał wolny czas wybiorę się nad brzeg Odry by zrobić uaktualnioną wersję v1.0.2 tejże łodzi, która teoretycznie została już odrestaurowana. Za problemy szczerze (naprawdę – to nie jest sarkazm) przepraszam. Pozdrawiam

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie