No to w drogę!

Czytam i oczom nie wierzę. Pan JW pisze w 3S, że wkrótce nasza straż miejska będzie się mieściła w pomieszczeniach zajmowanych kiedyś przez redakcję „Gazety Powiatowej”. Rozglądam się wokół – to samo biurko, wyglądam przez okno – Rynek, wychodzę z redakcji, oglądam się za siebie – ratusz. Co jest grane? Jestem tu, gdzie jestem, a ten mi pisze, że „kiedyś”, czyli że już mnie nie ma tam, gdzie właśnie jestem. Rozumiem, że niektórym śpieszno do tego, żeby redakcji w ogóle nie było, ale bez przesady…
No, ale dobry człowiek jestem, więc zgoda, już mnie nie ma. Jutro wylatuję do Azji. A dokładniej do Kirgizji i Tadżykistanu. Ponownie z misją wspierania tamtejszej prasy (byłem już tam parę lat temu, wcześniej z podobną także w Azerbejdżanie, na Ukrainie i Białorusi).
jskan

„Wynajęła” mnie Fundacja Edukacja dla Demokracji z Warszawy, w którą współpracowałem już wcześniej. Misja jest prosta – pomagamy tamtejszej prasie, także materialnie, ale by otrzymać grant w dolarach, trzeba spełnić pewne warunki. I zostałem tam zaproszony m.in. właśnie po to, aby ocenić, które z gazet warto wspierać. Ocenić, porozmawiać z wydawcą, z redakcją, podpowiedzieć to i owo. No, ale najpierw trzeba tam dotrzeć. A że nie będzie łatwo, to wiem z poprzednich wyjazdów. Najpierw do Warszawy, potem lot do Moskwy, gdzie na lotnisku trzeba przesiedzieć ładnych parę godzin. Następnie lot do Biszkeku (stolica Kirgizji), potem do Oszu (stolica przerzutu narkotyków z Afganistanu), a potem niemal półdniowa przejażdżka tamtejszymi drogami (coś takiego jak. np. w Chwałowicach) do Isfary w Tadżykistanie, gdzie mam „konsultować” miejscową gazetę „Imruz”. Dwa lata temu gościliśmy właśnie z tej gazety stażystę Zaynudina, będzie wieć okazja, aby zobaczyć go przy pracy. Potem Chodżent i gazety „Varorud” oraz „Hamsjaho”, następnie Dżalalabad i gazeta „Dijdor”. W sumie niewiele czasu zostanie na odkrywanie nowego dla mnie świata (nie byłem jeszcze w Dżalalabadzie), może jednak wykroi się parę godzin, żeby ruszyć w prawdziwe stepy i wypić zieloną herbatę w jurcie, bo bydło chyba jeszcze nie wróciło z gór w niziny. No, to w drogę. Gdyby coś, to aktualnie nie ma mnie tam, gdzie jestem zwykle, czyli byłem kiedyś, jak twierdzi pan JW, co akurat od jutra będzie zgodne z prawdą.
Jeśli tylko dotrę do internetu, a wcześniej pomyślnie wyląduję, spróbuję opisać, gdzie jestem, czyli będę kiedyś.

PS Ciekaw jestem, czy ktoś odczyta, co napisali o mnie w tadżyckiej gazecie islamskiej partii kobiet…

Napisane przez:

Jeden komentarz do “No to w drogę!”

  1. 03-10-2009 o godz. 20:07, Peteros pisze:

    Ten sam artykuł przynosi infomacje o tym, co ma się stać z budynkiem dawnego kina ODRA. Szklane domy – dosłownie.

    A propos kina, 3S przynosi też informację o nowym filmie promocyjnym naszego grajdołu. Produkcja sama w sobie nie jest najgorsza (choć hurraoptymizm razi)- za to angielskie napisy powalają. Błędy błędami (wtyd), ale zabija użycie rzeczownika „cock”, który przeciętnemu native’owi kojarzy się jednoznacznie. Ciekawe, ile nas kosztowało to dzieło…

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie