Do Isfary

Od trzech dni jestem w Azji – za soba mam pierwsze szaszlyki i plowy (to narodowa potrawa tadzycka). Mam tez pierwsze doswiadczenia dziennikarskie. Niestety, nie mam polskich liter na klawiaturze komputera, co widac. Nie ma tez mozliwosci sciagniecia zdjec z aparatu i wrzucenia do bloga. Do tej pory zreszta w ogole nie mialem dostepu do internetu, bo okazalo sie, ze pierwsze gazeta, ktora odwiedzilem, nie ma dostepu do sieci. Dopiero teraz, gdy dotarlem do Chodzentu (300 tys. mieszkancow), trafilem do kawiarenki internetowej, skad wlasnie pisze. Za to nie moga wyslac listu. No, ale po kolei.
Do Moskwy polecialem normalnie, bez niespodzianek. Z Agnieszka Makowska z FEDD. Lotnisko Szeremietiewo tez jak zwykle – szare, smutne i depresyjne. Na szczescie czekalem na lot zaledwie dwie godziny. Do stolicy Kirgizji – Biszkeku – 4 godziny lotu. Na miejscu jak zwykle sporo amerykanskich samolotow. Wielkich, transportowych. Biszkek, a wlasciwie miejcowe lotnisko, to baza wojskowa US Army do aperacji w Afganistanie. Po ostrych targach z Moskwa, ostatecznie Kirgizja zgodzila sie na obecnosc Amerykanow, za co bierze pare ladnych milionow dolarow. No, ale z tego potem zyje.
Pare godzin czekania na lotnisku i kolejny lot, tym razem jakims „AN cos tam”, do Oszu. 50 minut. Cudowne widoki przez okno. Lecimy obok szczytu Pik Zup Alamedin (4875 m n.p.m.), potem nad gorskim jeziorem Toktogul. Przy nim domki miasta o tej samej nazwie. Zaczynam marzyc, by droge Biszkek – Osz nastepnym razem pokonywac autem. Podobno jest to mozliwe, ale trwa 12 godzin. No i czeka mnostwo niespodzianek -lawiny kamieni, sniegu, brak asfaltu, waska droga itp. Za to jakie musza tam byc widoki! No, ale na razie ciesze sie tymi z samolotowego okienka. Pstrykam pare fotek zanim obsluga samolotu niedyskretnie zwaraca uwage, ze jednak nie mozna fotografowac. Dlaczego? Bo nie. Za to facet obok korzysta z komorki i to nie przeszkadza, co akurat rozumiem, bo sowieckie maszyny odporne na to dranstwo. Ale dlaczego nie mozna fotografowac?
Ladujemy na malutkim lotnisku w Oszu. Dopiero teraz zaczyna sie jazda. Z Oszu do Isfary mamy 275 km, ale po drodze granica z Tadzykistanem, wiec trzeba sie przesiadac do drugiego auta – widac waska specjalizacja, jedni jezdza do granicy, inni przez. Droga cudowna, podobnie jak stare audi, w ktorym dziala tylko silnik. Nie wiemy, ile mamy paliwa, z jaka predkoscia jedziemy, nawet zegarek nie dziala. Gdy kierowca przyjechal, zaraz po naszym wejsciu do pojazdu zabral sie za scieranie pylu z kokpitu i z szyb. Szybko dowiedzialem sie, skad tyle tego bylo. Otoz asfalt skonczyl sie szybko, a zaczela kamienista droga bez zadnych zabezpieczen, za to pokonywana ze spora predkoscia. Audi to jednak super auto. Jechalismy po tych kamieniach grubo ponad sto km na godzine. I nic. Auto calo czas jechalo. Tylko kierowca co jakis czas otwieral drzwi podczas jazdy i spawdzal, czy kolo, na ktorym siedze, jeszcze sie trzyma. Wytrzymalo. Dojechalismy do miejscowosci pod granica. Zmiana auta, poprzedzona krotkim targowaniem sie, i jedziemy dalej. Na granicy jeszcze lepiej widac, ze waska spacjalizacja dziala, bo kierowcy nikt nie zauwazal, za to nas – owszem. Kazali wysiasc, zabrali paszporty i wypytywali, jacy to z nas turysci (takie mam wizy). Nasze tlumaczenia nie zrobily odpowiedniego wrazenia. Pogranicznik nie mogl pojac, dlaczego gnamy tak szybko od razy do nastepnego kraju, ponad 30 godzin bez odpoczynku, bez snu. Zamiast zwiedzac piekna Kirgizje. Ostatecznie jednak nie znalezli paragrafu, by nas zatrzymac.
Po godzinie trafilismy do Isfary, gdzie zaplanowalismy pierszy nocleg. Wyjechal po nas Mutalip – redaktor naczelny miejscowej gazety Imruz. Przystojny, w garniturze, buty szpiczaste. No, piekny po prostu. I pachnacy. Ale za to sympatyczny. Trafilismy do miejcowego hoteliku, gdzie po 36 godzinach podrozy padlismy do lozek.
cdn.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie