„Wororud” i „Samsojaho”

Wczoraj bylo nieco sztywno, troche klotni z Tadzykami, bo za nic nie moga zrozumiec, o co nam chodzi. Tym razem bylismy w gazecie Wororud (Zarzecze), to taka bardziej polityczna gazeta, zajmujace sie sprawami calego swiata, a szczegolnie Azji Srodkowej, a jak! Naklad maja… 700 egzemplarzy, za to sprzedaja sie nawet w sasiedniej Kirgizji. Za nic nie moga pojac, ze to bez sensu, ze nikt tego nie czyta, ze bez pieniedzy z grantow utona. Nie dociera, bo oni walcza o Tadzykistan, o ludzi, o prawde!. Faktycznie tematy maja niezle, bo aukurat blisko jest granica z Uzbekistanem, cala zaminowana (czyli 1300 km granicy) – to pozostalosc wojny w Tadzykistanie z 1997 roku. Uzbecy bali sie, ze rewolucja rozleje sie takze u nich, wiec sie zabezpieczyli. Zapomnieli jednak powiedziec o tym zwyklym ludziom, pasterzom, ktorzy od wiekow wypasali tam owce, nie patrzac na granice. Efekt – ponad 200 osob zginelo w zetknieciu z minami, a setki potracilo rece, nogi. No i oni o tym pisza, maja nawet jakies efekty, bo czesc granicy rozminowali.
Inna ciekawa rzecz to to, ze wlasnie spod Chodzantu, gdzie aktualnie siedze, pochodzil uran, z ktorego Sowieci zrobili piewsza swoja bombe atomowa – na szczescie wybuchla tylko na poligoniie, ale problem uranu pozostal. Otoz Rosjanie dawno stad wyjechali, ale kopalnie uranu zostaly. Niemal wszystko rozkradli miejscowi, a terany wokol zasiedlili, bo mozna bylo za darmo. Tyle tylko, ze po roku zaczeli wymierac, tak silne jest oddzialywanie radioaktywne. Do tego doszly choroby, zwlaszcza nowotworowe, no, generalnie nie jest lekko. I o tym tez pisza. Tylko malo kto czyta. Ale dzis podczas obiadu na terasie nad przepiekna (i czysta!) rzeka Syr-Daria, dostalismy wodke, co w muzulmanskim kraju wcale nie jest oczywistoscia. Okazalo sie, ze to – jak wytlumaczono nam w zartach – remedium wlasnie na wzmozona radioaktywnosc – lepiej codziennie wypic setke, na wszelki wypadek. Jak widac, wynalezienie bomby atomowej moze miec interesujacy wplyw na spozycie alkoholu w Azji Srodkowej 😉
Dzis spotkanie w redakcji „Samsojaho” (naklad 1000 egz.). Coraz gorzej. Tutaj juz prawie nie ma z kim pracowac. Na dodatek glownego dyrektora, odpowiedzialnego za finanse, nie ma. Bo pojechal na seminarium do Duszanbe (stolica), skad trzeba wracac przez gory jakies 12 godzin, na dodatek po drodzedyrektor dowiedzial sie, ze zmarl mu ktos z rodziny, wiec raczej nie dojedzie. Takie sa tu tlumaczenia… Zobaczymy, co bedzie jutro, kiedy mam mowic o szacie graficznej i tworzeniu prostych informacji. Wiem, ze bedzie ciezko, bo oni 100 procent zdjec biora z internetu, podobnie jak znaczna czesc materialow (typu: z kraju i ze swiata). Co ciekawe, redaktor nawet nie potrafil wymienic wszystkich (a jest ich szesciu) czlonkow redakcji. Mial takze klopoty ze wskazaniem, gdzie sie sprzedaja. Za to w jednym tylko numerze tej gazety znalazlem ze trzy historyjki zupelnie fikcyjne, np. o nieszczesliwej milosci nastolatki – bez twarzy (bylo jakies europejskie lico z internetu) i nazwiska. W innym za to znalazlem fotke Paris Hilton (po cholere? nikt nie potrafil mi odpowiedziec) oraz Angeli Merkel. Jak sie zapewne latwo domyslic, wcale nie odwiedzala ostatnio Chodzentu. Obawiam sie, ze nawet nie bardzo wiadzialaby, gdzie to jest. No, coz, takie sa problemy mediow Srodkowej Azji. Potrzeby ogromne, ambicje jeszcze wieksze, tylko srodkow i umiejetnosci jakby nie starczylo…
cdn.
PS
W dalszym ciagu nie moge zrzucic fotek – obiecuje, ze po powrocie do kraju (a dokladniej w to miejsce, gdzie kiedys znajdowala sie redakcja „Gazety Powiatowej”, jak pisal pan JW) zrobie jakas mala fotogalerie z wyprawy. Polskich znakow oczywiscie nadal nie ma i na razie nie bedzie. Pozdrawiam

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie