Do Dzalalabadu

Kolejna wizyta w redakcji Samsojaho to kompletna klapa. Na spotkanie z nami przyszedl jedynie redaktor naczelny. Co z innymi? Nie maja czasu. To my jedziemy 6 tys. km, marnujemy swoj zawodowy czas, aby pomoc im w robieniu gazety, o co przeciez sami poprosili (mamy to nawet na pismie), a oni nas po prostu olewaja. Nie wytrzymalismy. Po prostu poszlismy sobie, zapowiadajac, ze przyjdziemy po obiedze, kiedy w redakcji mieli byc juz wszyscy.
Przyszlismy. Faktycznie prawie pelno. Oprocz zatroskanego redaktora naczelnego piec dziewuszek, jakos niewygladajacych na dziennikarki. Okazalo sie, ze to studentki miejscowego wydzialu zurnalistyki. Gdy spytalismy, czy sa zatrudnione w redakcji, spontaniczna redakcja byla negatywna. Gdy wyrazilismy zdziwienie, bo przeciez to mieli byc czlonkowie redakcji, redaktor naczelny porozmawial z dziewuszkami po tadzycku, a chwile potem kazda patrzac nam prosto w oczy zadeklarowala, ze jest zatrudniona na stale w redakcji. Jedna dwa lata, inne od miesiaca czy dwoch. Jakos nie bardzo w to wierze. Coz, niech tak bedzie, im takze przyda sie pare informacji o robieniu niezaleznej gazety. W koncu to studentki dziennikarstwa!
Po krotkim wykladzie i cwiczeniach redaktor naczelny rozplywal sie w podziekowaniach. Ze tak duzo sie dowiedzial, ze nasza „Powiatowa” jest taka swietna, ze on tez marzy o takiej. Musze przyznac, ze faktycznie nasza gazeta robi wrazenie w Azji Srodkowej, bo tutaj nie ma takich grubych gazet, tak kolorowych, tak lokalnych, i wydawanych tak regularnie. Ostatecznie spotkanie w Samjojaho zakonczylo sie podpisaniem umowy tylk ona polowe obiecanego grantu, za co redakcja ma kupic dobry aparat fotograficzny – w zwiazku z tym za trzy miesiace w gazecie powinno byc co najmniej 80% wlasnych zdjec – obecnie 100% jest kradzionych z internetu!
Sobota to dzien podrozny. Z Chodzantu do Isfary, z Isfary do Batkinu, z Batkinu do Oszu, z Oszu do Dzalalabadu. Czterema roznymi autami, 10 godzin. Najgorzej bylo na granicy, bo babka zaczela wypytywac o pieniadze (mozna wywiezc bez deklaracji zaledwie 3 tys. dolarow na osobe – oczywiscie Agnieszka miala znacznie wiecej, bo jeszcze jedna gazeta przed nami, a potem seminarium w Oszu). Na szczescie pogranicznica zainteresowala sie tez nozami, ktore kupilem na prezenty i powiedziala, ze mnie nie przepusci. Dlaczego? Jak to? No i zaczela sie awantura o noze, a pieniadze jakos przeszly – uwierzyla, ze mamy dokladnie tyle, ile mozna. Ostatecznie noze tez przeszly, bo niby dlaczego nie mozna wywozic normalnych wspolczesnych nozy kuchennych. Nie ma na to paragrafu, choc babka bardzo sie starala. Inni pogranicznicy staneli jednak po naszej stronie i ostatecznie spokojnie opuscilismy Tadzykistan.
To byl jednak poczatek innej „tragedii”, ktorej moglem sie spodziewac, znajac swoj delikatny zoladek. Po paru dniach ostroznosci tak sie rozkrecilem, ze zaczelismy jesc wszystko co tutejsze, nawet w malych przydroznych barach. No i stalo sie to, co sie musialo stac w kraju, gdzie naturalna flora bakteryjna mocno rozni sie od naszej. Atak biegunki, bole brzucha, drgawki, goraczka… No, co tu sie bede rozpisywal. Skonczylo sie na tym, ze obecnie w Dzalalabadzie od rana (jest niedziela) zapoznaje sie szczegolowo z wyposazeniem miejscowych toalet, choc slowo toaleta w przewazajacej czesci jest znacznie na wyrost. Nowe doswiadczenia nie sa przyjemne, mozecie mi wierzyc 😉

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie