Trudno to poskładać

Właśnie wróciłem z pogrzebu Jacka Surówki (kuzyn żony), funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, który zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. P 12 godzinach za kierownicą ciężko poskładać myśli, a i temat nie do poskładania w całość.
*
Pochowali Go z honorami na powązkowskim cmentarzu wojskowym – obok kolegów z BOR-u i innych ofiar tragedii. Krok dalej wciąż kilka pustych grobów, przygotowanych do kolejnych pogrzebów. Przygnębiające wrażenie.
*
Jest postanowienie Komorowskiego o nadaniu stopnia podporucznika, o nadaniu odznaczeń. Jest list od Lecha Wałęsy. Jest Jerzy Miller z MSWiA – krótkie przemówienie do rodziny. Wzruszające. Przed uroczystościami przyjeżdża Jerzy Buzek – wchodzi, pokłania się przed trumną. Gra orkiestra wojskowa, będzie salwa, sztandary oddają hołd.
*
Obrazek. Zza szyby widzę, jak na plac przed kaplicą wchodzi grupa dzieci. A raczej wjeżdża na wózkach inwalidzkich – wchodzą opiekunki. Dzieci z kwiatkami, ubrane na ciemno. Tłum się rozstępuje i wózki podjeżdżają pod samą trumnę. Potem niemal każdy w swojej mowie będzie przypominał, że Jacek – ten twardy facet – był także wolontariuszem i pomagał niepełnosprawnym dzieciom. Śmiał się z nimi, żartował, rozładowywał sytuacje. Oprócz munduru miał też zwyczajne życie, w którym starał się pomagać innym.
*
Każdy z „borowców” miał jakiś pseudonim. Informują o tym tabliczki na krzyżach tych, których pochowano wcześniej. „Janosik” – szef Jacka – to najbardziej znana ksywka. Jacek dla kolegów był „Płetwą”. Borowcy, którzy Go żegnali, twarde chłopaki, nie wytrzymywali. Żona zwróciła mi uwagę na jednego, pełniącego wartę tuż przy kaplicy. Wyprostowany jak trzeba, sztywny, ani drgnie, salutuje, a na policzkach łzy jak grochy. Ale nikt się nie wstydził łez. Zresztą nie dało się ich powstrzymać, gdy głos zabrała Krysia – żona Jacka. Jej szloch, jej słowa, coś bardzo intymnego, coś tylko Ich, Jej słowa do Niego, to zostanie także w nas. W tych, którym jakby mimochodem, jakby niestostownie, jakby przypadkiem dane było słyszeć coś wypowiedzianego nie dla nich. Ale nie dało się tego nie słyszeć.
*
Kondukt długo krąży po cmentarzu, ale i cmentarz wielki. Głównie wojskowy. Lotnicy, represjonowani, bezimienni. Przechodzimy obok lasu krzyży, upamiętniających ofiary wojny z 1920 roku. Potem powstańcy – śląscy i warszawscy. Sporo mogił bez nazwisk. Ale są też i „bogate” groby generalicji. Po drodze mijamy też groby innych wielkich. Marek Kotański, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Leszek Kołakowski. Dobre towrzystwo.
*
Media. To osobny temat. Po pogrzebie w gronie rodzinnym (ale dalsza rodzina) oczywiście dyskusja, czy powinno się relacjonować prywatne pogrzeby. Pokazywać emocje, rodzinne tragedie. Bo to Warszawa. Cztery kamery, radiowcy, fotoreporterzy… Organizator przygotował dla nich nawet specjalny podest, żeby lepiej mogli przygotować relacje. I taki obrazek. Za kamerą młoda dziennikarka. Jedną ręką pokazuje, co kręcić, drugą ociera łzy. Ja to zauważyłem, bo patrzyłem inaczej (skrzywienie zawodowe). Inni zauważyli, jak kamera bez pardonu wchodziła przed rodzinę i zasłaniała, bo chciała mieć lepszy kadr. Dwa spojrzenia. Dwa światy. Pokazywać? Nie pokazywać? Czy pogrzeb ofiar katastrofy rządowego samolotu to jeszcze rzecz publiczna, czy już prywatna. W którym momencie przeważy prywatność nad służbą? Nie ma jasnych odpowiedzi. Jeśli media pokażą tylko pogrzeb prezydenta i posłów, usłyszą, że służą władzy, a o „zwyklejszych” ludziach (piloci, BOR, stewardessy) nie chcą pamiętać. Gdy pokazują wszystkich i wszystko, wchodzą w sferę prywatną, bo inaczej się nie da. Gdzie granica?
*
I jeszcze inny akcent. Przed pogrzebem widzę karawan z Oławy i młodego Jaśnikowskiego. On też trafił do Warszawy i organizował pochówki ofiar katastrofy, m.in Przemysława Gosiewskiego i jednego z biskupów. Właśnie prowadził pogrzeb tuż przed pogrzebem Jacka. Warto zapamiętać, a może nawet napisać o tym w gazecie. To jednak jakiś oławski akcent najgłośniejszej polskiej katastrofy lotniczej, a to, co lokalne – powtarzam jak mantrę – jest nam, dziennikarzom gazet lokalnych, szczególnie bliskie.

Napisane przez:

Jeden komentarz do “Trudno to poskładać”

  1. 25-04-2010 o godz. 19:30, wolfius pisze:

    „Po drodze mijamy też groby innych wielkich. Marek Kotański, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Leszek Kołakowski.” Pytanie: czy Marek Kotański też zdobywał zasługi na bycie „wielkim” w PZPRze, jak reszta…?

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie