Plusy i minusy

Boże Ciało – w tym roku znów wspólna procesja wszystkich oławskich parafii. A jeszcze parę lat temu ostro krytykowaliśmy, jak to proboszczowie z Rynku rywalizowali ze sobą na wszystko, w tym na wiernych i procesje, co akurat było mało śmieszne dla niektórych. Konsekwentne ośmieszanie przydało się, choć oczywiście nikt dziś nie powie, że nasze pisanie miało jakiś udział w „pojednaniu”. To jednak cieszy, gdy krytyka przestaje być konieczna, bo ktoś poszedł po rozum do głowy.
Podobnie z nazwą Dni Koguta. W tym roku nie ma już Cocka – jest Rooster. Niewielka sprawa, a cieszy, choć przecież ile to był bicia piany, że po co, dlaczego, i w ogóle to nie znacie angielskiego. No, nie wszyscy znamy. Może właśnie dlatego zwracamy uwagę na to, co się mówi i pisze.
Oczywiście nie zawsze krytyka wraca w postaci jakiejś zmiany. Jeżeli chodzi o Dni Koguta znów sporo bałaganu, choć i tak jest lepiej niż rok temu. Nie obeszło się jednak bez idiotyzmów, jak choćby walki o klatki (spuszczam zasłonę miłosierdzia) czy wydrukowania dwóch różnych afiszy tej samej imprezy – jedną zrobił Ośrodek Kultury, drugą Wydział Promocji – niezależnie od siebie. Za rok chyba dorzucimy jeszcze swój, a co! Najwyraźniej wciąż brakuje wyraźnego ustalenia, kto jest kim wśród organizatorów. Stąd Witkowski drukuje swój program, dorzucając imprezę miast partnerskich, a Ośrodek Kultury swoje materiały promocyjne, głównie program opery. Co ciekawe są pewne różnice w tych programach, afiszach i plakatach. I nie chodzi tylko o różnice godzinowe. Np. u Jerzego Witkowskiego Ośrodek Kultury jest… sponsorem. Na afiszu ośrodkowym w niedzielę o 17 gra zespół SIN, w programie Wydziału Promocji gra BACKSLIDE. I takie różne. Zresztą problemy z programem mieli wszyscy, bo do ostatniej chwili wprowadzano zmiany. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić np. Biegu Koguta po terenach popowodziowych w stronę Ryczyna. Przecież tam jeszcze stoi woda, a nawt jak opadnie, wszystko będzie gniło, śmierdziało, że nie wspomnę o komarach. Podobny problem mają koniarze i rycerze, do ostatniej chwili wahający się w sprawie miejsca imprezy. O, właśnie z programu wypadł pokaz ratownictwa drogowego. No, ale szkoda gadać dla dobra imprezy, bo generalnie główny organizator, czyli Marek Rostecki, sprawdza się jako ktoś, kto bardziej jednoczy, a mniej dzieli. Jak już napisałem w gazetowym felietonie, w sumie jest nieźle. Najwyraźniej impreza – ostatnimi laty „zurzędniczona” – powoli wraca do mieszkańców. Oby trend był stały.
Na Dni Koguta polecam: operę, koncert Golców, wybory żywego wzorca kogutów, korowód, bajkobus, rycerzy, fotograficzne polowanie na koguta, koncert RH+, sztuczne ognie oraz prowadzących imprezę.
*
Uwaga, ciekawostka. Właśnie dowiedziałem się, że Dni Koguta to… część Dni Dolnego Śląska, o czym informuje marszałek w ogłoszeniu płatnym w naszej gazecie. No, ciekawe.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie