W posadach

Wszyscy obserwatorzy zauważają, że tegoroczne wybory są jakieś bardzie nerwowe, bardziej agresywne. Jednym z nowych powodów – dla mnie – jest dostrzeżenie (przez większą niż dotąd grupę) powiązania między wyborami a stabilnością życiową. To już nie chodzi o układy i układziki, bo to było od zawsze, choć w różnym zagęszczeniu. Chodzi o tak najzwyklejsze sprawy jak np. etaty do rozdania – wielu młodych wzięło kredyty na mieszkania i teraz walczą faktycznie nie o programy swojego ugrupowania, nie dla Boga i Ojczyzny, ale o swoje być albo nie być. Jakoś trzeba spłacić kredyt. Etat podwieszony pod konkretny układ okazuje się siedzeniem na rozgrzanych węglach.
I inna grupa, tym razem starszych. Niedawno rozmawiałem z pewnym kandydatem, który stwierdził wprost: – A co ja mam robić? Nic innego nie potrafię, pół życia w urzędzie, do emerytury jeszcze parę lat, więc muszę startować.
I jeszcze inni, najtrudniejsi do zaobserwowania (ale pytać warto), którzy czytają ustawy i wiedzą, jak trudno zwolnić radnego. Jeśli więc widzicie kandydata na wylocie w swojej dotychczasowej pracy, bardzo możliwe, że właśnie walczy nie o program dla miasta czy gminy, tylko o „niezwalnialność” – oczywiście zwolnić można, ale za zgodą rady i tylko w specjalnych okolicznościach. Generalnie pracodawca odpuszcza, bo nie chce mieć PIP-u na głowie, woli przeczekać cztery lata i dopiero wtedy zwolni – oczywiście o ile pracownik nie wystartuje kolejny raz i kolejny raz nie wygra. Dla dobra wspólnej sprawy – oczywiście. Wspólnej dla… całej rodziny.
Konkretne nazwiska – na listach wyborczych.

Napisane przez:

komentarzy 6 do “W posadach”

  1. 09-11-2010 o godz. 16:27, wolfius pisze:

    Brawo! Kolejny, świetny wpis na blogu. Co do poczynionej w nim diagnozy rzeczywistości jej zakres wydaje się się sięgać – niestety – daleko poza Oławę.
    Niedawno byłem na spotkaniu z porfesorem Ryszardem Legutką. Ten mówił o demokracji i tym, że demokracja w obecnej formie to karykatura dawnej greckiej „polis” i rzymskiej „res-publica”. Złodziejstwo, nepotyzm, anarachia i ignorancja demokratycznej władzy – wszystko, co zarzucał demokracji Platon, ziszcza się w naszych czasach na naszych oczach. I nie trzeba daleko szukać, aby sie o tym przekonać… Pozdr.!
    P.S. Czy czytałeś odpowiedź Twego redakcyjnego kolegi na mój wpis o faszo-ustawie, zgodnie z którą, za sprawą m.in. PO-osła Romana K. i innych PO-osłów, urzędnicy będa mogli odbierać dzieci bez zgody sądy i bez jakichkolwiek ograniczeń będą zbierać informacje o „podejrzanych” (właściwie: uznanych przez urzędników za podejrzanych) osobnikach? Tego teraz nie może nawet policja! Żenadą jest ta odpowiedź-wpis. Ciekaw jestem, co Ty – walczący o prawa mniejszości, miałbyć do powiedzenia w tej sprawie praw większości. Nawet w III Rzeszy urzędnik (żaden urzednik) nie miał takich uprawnień. Czy to nie dziwne, że nawet ukradzionego roweru nie można odebrać złodziejowi bez decyzji sądu, a dziecko będzie urzędas mógł odebrać na podstawie jednego (!!!!) donosu?!!

  2. 10-11-2010 o godz. 00:15, Velvet Octopus pisze:

    Smutne to, ale prawdziwe. Jest jeszcze jeden gatunek: ludzie, którzy zasuwają w pocie czoła (mały i średni biznes), którzy utrzymują tę całą zgraję i którzy być może zasililiby samorząd, ale szemranych układów / lokalnych koterii / karierowiczów / wuefistów / fałszywych magistrów itp. (niepotrzebne skreślić) po prostu się brzydzą / nie chcą psuć sobie nerwów / interesów wchodzeniem w jakiś układ / po prostu nie mają na taką zabawę czasu (niepotrzebne skreślić).

    W bardziej cywilizowanych krajach znacznie częściej niż w Polsce funkcja radnego jest godnością honorową, zarezerwowaną dla ludzi, którzy zasługują w oczach społeczności lokalnej na zaufanie / szacunek za osiągnięty status życiowy – własną pracą / pomysłowością / inwencją twórczą.

    A tak mamy paradę (a może nawet tyradę) oportunizmu, cwaniactwa, układania się i żałosnych gierek. Pozostaje żywić nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Ale żeby się zmieniło, trzeba się ruszyć…

  3. 10-11-2010 o godz. 11:37, admin pisze:

    Wolfius, nie czuję się na siłach, aby szczegółowo rozprawiać o ustawie, której dobrze nie znam. Generalnie pomysł, by tymczasowo odbierać dzieci rodzicom w sytuacji bezpośredniego zagrożenia ich życia bądź zdrowia, uważam za słuszny. Wiemy, jak działają sądy i czekanie na ich reakcję bywa zbyt uciążliwe i szkodliwe dla dziecka. Co do zasady więc, moim zdaniem trzeba mieć jakąś możliwość natychmiastowego zareagowania, aby ratując dziecku życie samemu nie narazić się na proces np. za „naruszenie miru domowego” (oczywiście przesadzam, ale chodzi o zasadę). Co do konkretnych pomysłów jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Otóż, z tego co powierzchownie wiem, jedyna definicja przemocy znajduje się w załączniku nr 3 do tej ustawy, czyli w projekcie notatki urzędowej, którą wypełnia policjant podczas interwencji. Według niej przemoc to „jednorazowe albo powtarzające się umyślne działanie lub zaniechanie naruszające prawa lub dobra osobiste (…) w szczególności narażające te osoby na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, naruszające ich godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne”. Ustawa zmienia przepis w Kodeksie Karnym, konkretnie dodaje art. 96a: „Osobom wykonującym władzę rodzicielską, opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych”. No i tu mamy pole do swobodnej działalności – a to już może być ryzykowne, bo dotykamy moralności, etyki. Przykład? Niech będzie z mojej łączki, czyli np. rodzina nie akceptuje tego, że ich dziecko nie chce być katolikiem. Wyrażanie braku akceptacji może w formie agresywnej czynić cierpienie i krzywdę na zdrowiu psychicznym dziecka (bo to jednak kochani rodzice). Czyli z definicji przemoc. I tu cię zdziwię. Otóż moim zdaniem rodzice w dużym stopniu mają do tego prawo – to jest ich dziecko i dopóki je karmią, ubierają itp. mogą mieć wpływ na to, jak ma postrzegać świat. Inna sprawa, że właśnie to od lat wykorzystują różne kościoły i zamiast przekonywać, uczyć, biorą dzieci swoich wyznawców za swoje niejako z automatu, zanim te zaczną samodzielnie decydować. Wracając do ustawy – kolejny kwiatek to właśnie definicja kar cielesnych. Nie do rozwiązania za pomocą prostych definicji na użytek przeciętnego dzielnicowego. Efekt może być taki, że dzieci będą odbierane, potem wyrokiem sądu oddawane, znów zabierane itp. To może się okazać gorsze dla dzieci niż lanie od ojca z powodu złego świadectwa (a to przecież kara cielesna). Żeby była jasność, swoich dzieci nie biję, mnie też raczej nie bito i jestem zwolennikiem innego załatwiania swoich (bo nie dziecięcych) problemów. W sprawach rodziny zalecałbym jednak daleko posuniętą ostrożność – tak w jej definiowaniu, ocenianiu, punktowaniu czy karaniu. Tu państwo powinno wkraczać tylko w ostateczności, gdy już wiadomo, że to i tak jemu przyjdzie rozwiązywać problem (np. porzucone dzieci).

  4. 10-11-2010 o godz. 12:24, wolfius pisze:

    A propos:

    Jej założenia to m.in.:

    1) Pracownik socjalny będzie miał prawo odebrać dziecko z rodziny, bez wyroku sądu. (art. 12a) !!!!
    2) W każdej z 2.500 polskich gmin powstaną zespoły monitorujące życie prywatne ludzi.

    – Czy to nie jest już Orwella: „1984” !?

    3) Na podstawie procedury Niebieskiej Karty będą zbierane dane wrażliwe o rodzinie, bez zgody domniemanego sprawcy przemocy a nawet domniemanej ofiary.

    Komentrz: z powodu tego rodzaju danych upadły w Trybunale ustawy o lustracji. A tu nikomu to nie przeszkadza

    4) Procedurę można będzie zacząć już po jednym niesprawdzonym donosie. (art 9d) !!!!!

    5) Ustawa nazywa przemocą: jednorazowe albo powtarzające się działanie lub zaniechanie naruszające wolność. !!!

    6) „Poradnik pracownika socjalnego” z 2009 r. (do pobrania) precyzuje, że przemocą jest: dawanie klapsów, „zawstydzanie”, „krytykowanie” np. „krytykowanie zachowań seksualnych” – co powoduje, że każdy rodzic podejmujący działania wychowawcze, może być oskarżony o przemoc.

    Komentarz: Taka jest już dziś praktyka wielu krajów np. Szwecji. W małej Szwecji dobiera
    kilka tysięcu dzieci rocznie od ich rodziców! Jest ogromna skala nadużyć i tysiące dzieci (sic!), którym urzędnicy (nie rodzice) złamali życie.
    7) W uzasadnieniu nowelizacji jest mowa, że problem przemocy dotyczy połowy rodzin w Polsce. Tak wielka jest planowana skala kontroli.

    Mały kometarz: nie chodzi w nowej ustawie o sytuację zagrożenia zdrowia lub życia dziecka, ale o to, że np. „starzy” nie będa chcieli puścić małolata na dyskotekę, a to już podlega jako pod kategorię „przemoc”! Już dziś mamy instytucje, które są uprawnione do monitorowania przemocy, ale te instytucje mają zdefiniowane zadania i kompetencje. Dzieci moga teraz przebywać w Izbach Dziecka, zanim nie zostanie podjęty wyrok sądu. Tam mają pełą opiekę i bezpieczeństwo. Taki wyrok jedyna możliwość sprawdzenia przez biegłych ich sytucji i przeciwdziałania manipulacji! Nikomo w w tych izbach nie dzieje się krzywda.
    Właśnie, masz rację – wskazana jest ostrożność w sprawach rodzinnych! A tu urzędnicy powiatowi, o których kompetencjach w bardziej prozaicznych sprawach chyba nie a sensu pisać, nie ponosząc żadnej odpowiedzialności i poza kontrolą sądów, będą decydować o losie dzieci i ich rodziców!!!
    Ta ustawa to czysta formuła państwa totalitarnego: jakaś instytucja działa poza ramami wymiaru sprawiedliwości i poza jakąkowiek kontrolą władzy sądowniczej. Ustawa o walce z kontrewolucją w Sowietach też miała szczytne cele i znane skutki… Na jej podstawie powstały „trójki rewolucyjne” – szybkie rewolucyjne sądy, o które Tobie chodzi, oraz „CZK” – Nadzwyczajna Komisja…. Obecna ustawa najbardziej przypomina ustawy maoistowskie w czasie rewolucji kulturalnej. Dokładne tak samo niszczono wtedy rodzinę i narzucono terror społeczeństwu.
    Wybacz, mam wrażenie (przeświadczenie graniczące z pewnością), że Ty doskonale rozumiesz sens ustawy, a udajesz, że jest inaczej. Wszak ci z Czerskiej popierają ustawę… . Nie dziwi nic. Mamy jasność w temacie.
    Tak czy owak, dzięki za udzieloną odpowiedź.
    Pozdr.!
    W.

    P.S. Jesteś pewien, że gdy napiszesz coś, co nie będzie po czyjejś myśli, to sam nie staniesz się obiektem opisywanym w Niebieskiej Karcie? A czy gdy bedziesz chciał coś takiego napisać, to czy wtedy nie będziesz myślał o takiej ewentualności?? A jak się obronisz, gdy jednak ktoś napisze na Ciebie donos lub urzędas uzna, że stosujesz przemoc? – Pójdziesz wtedy do sądu, czy poskarżysz się na Czerskiej …??!!

  5. 10-11-2010 o godz. 13:20, admin pisze:

    Wolfiusie, toż właśnie piszę, że tego typu ustawy dają zbyt duże pole swobody i niejasności działania. Nie chciałbym niszczyć twojego przeświadczenia graniczącego z pewnością, ale Czerska nie ma tu nic do rzeczy 😉

  6. 10-11-2010 o godz. 14:52, wolfius pisze:

    Witam!

    Całe szczęście, że zaszła pomyłka (z mojej strony) odnośnie odczytania Twoich intencji zapisanych wyżej. Co do mojego przeświadczenia, to spoko! Nie mam nic przeciw temu, abyś je zniszczył. Chętnie sam bym się go pozbył… :))

    Pozdr.!

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie