Stasi z kogutem w tle

Byłem wczoraj w berlińskim muzeum STASI. Smutne i bardzo chaotyczne refleksje, że my jednak jesteśmy tak bardzo różni od nich. Oni mają muzeum muru berlińskiego, my nie potrafimy cieszyć się z demokratycznych przemian. U nas wielkie poruszenie, bo IPN robi wystawę „Twarze wrocławskiej bezpieki” – tam spokojnie działa muzeum, pokazują siłę STASI, wpływy, metody, szefów. Jest nawet umeblowanie z gabinetu szefa, z firmowej stołówki.

Ten kubeł robił zdjęcia

Kamera w kłodzie

Można zobaczyć, z jakich urządzeń korzystali, np. kamera w kawałku kłody, w śmietniku, w guziku, a nawet ludzkie zapachy w słoiczkach, zbierane z siedzeń krzeseł podczas przesłuchań. Każdy może ocenić rolę tej Firmy – tak nazywali ją między sobą pracownicy Stasi. A u nas? Powstanie Warszawskie – OK, Katyń – OK, a najlepiej średniowiecze, za to historia najnowsza musi się uleżeć, utracić świeżość, a przy tym zainteresowanie. Obok przepięknych starych metalowych trumien chciałbym zobaczyć w naszej muzealnej izbie wyposażenie ostatniego pierwszego sekretarza towarzysza Domagały. Co miał na biurku, co wisiało za plecami, co w kasie itp. A SB, UB? Chciałbym, by na takiej ekspozycji moje dzieci mogły dowiedzieć się o tym, że jedna trzecia Oławy przez dziesiątki lat była pod okupacją radziecką, a oławianie organizowali okupantom capstrzyki na cmentarzu, zapraszali na akademie, dawali najlepsze miejsca na trybunie pierwszomajowej. Nie ma. Tego nie ma w oficjalnych przekazach. Wielokrotnie apelowaliśmy w gazecie, żeby zachować dla potomnych chociaż kawałek muru z drutem kolczastym, żeby dzieci zobaczyły, jak wyglądał kiedyś świat ich rodziców, dziadków. Nie ma formalnego, instytucjonalnego zainteresowania, choć wiem, że ludzie jeszcze przechowują sporo pamiątek. W redakcji mamy np. największego oławskiego Lenina, jaki ostał się po Armii Radzieckiej. Widziałem takie w muzeum STASI, bo to przecież było obowiązkowe wyposażenie ówczesnych urzędów. Ale my-Polacy woleliśmy wszystko zniszczyć, zapomnieć, że uczestniczyliśmy w czymś takim, że zakłamywaliśmy rzeczywistość, że baliśmy się, że sami sobie robiliśmy wiele zła. Wykasowaliśmy wszystko ze wstydu? W takim razie zły to wstyd. Niemcy mają wiele na sumieniu, ale rozliczają się ze swoją przeszłością. Konsekwentnie. Oczywiście można dywagować, że teraz głośno i systemowo rozliczając komunizm, przykrywają tym faszyzm i swoje wcześniejsze zbrodnie, ale generalnie nie sposób nie zauważyć, że jednak potrafią zdobyć się na dystans do swojej przeszłości. Dystans, jakiego nam wciąż brakuje, by zbliżyć się do prawdy o sobie.
*
I jeszcze dwa oławskie akcenty. Muzeum Stasi mieści się w dzielnicy Lichtenberg, zatem związki z Oławą dość jasne. STASI reklamowało się hasłem „Jesteśmy wszędzie”. Zalazłem nawet taki rysunek, gdzie agenci STASI są w jajku, a kogut i kura o niczym nie wiedzą (to też w jakimś sensie oławskie).
*
W tej samej dzielnicy otwarto niedawno lokal FIRMA, bezpośrednio nawiązujący do tradycji STASI. Ciekaw jestem, czy dożyję czasów, gdy w Oławie powstanie lokal, który zamiast do reklam coca-coli, czy innych tropików, pubów będzie nawiązywał (z dystansem, ironią, przymrużeniem oka) do lokalnej najnowszej tradycji. Mapy podzielonego miasta, zdjęcia krasnoarmiejców na oławskiej defiladzie pierwszomajowej, leniny z naszych instytucji, dokumenty SB, wstydliwe pomniki, usuwane po 1990 itp., itd.

stasi3

Napisane przez:

komentarzy 15 do “Stasi z kogutem w tle”

  1. 07-02-2011 o godz. 14:29, Velvet Octopus pisze:

    Cóż, myśmy nie mieli Rzeczypospolitej Zachodniej i nie było komu wziąć towarzystwa za przysłowiową mordę. W Niemczech miała miejsce prawdziwa weryfikacja, u nas odpuszczono winy grubą kreską. Nasze dzieci nie dowiedzą się, kto komu służył także dlatego, że wiele z tych osób wciąż pełni wysokie funkcje w tzw. „władzy” lub/i w firmach uzbrojonych po zęby prawnikami. Skąd w takiej sytuacji wziąć dystans?

  2. 07-02-2011 o godz. 18:54, wolfius pisze:

    Velvet – Czesi, Węgrzy, Rumunii, Bułgarzy, etc. nie potrzebowali bratniego państwa, aby zrobić lustrację.
    Jurku, odpowiedzi na swoje (trafne) pytania są na bratniej Czerskiej u niejakiego TW „Ketmana” i jego szefa. To dzięki nim, ale także Tadziowi Grubej Kresce et consortes nie poznasz(-my) zawartości szuflady towrzyszy Domagały, Sokołowskiego i wielu innych szuflad i teczek. – Tak była wola „ludzi honoru” z Czerskiej
    Pozdr.!
    P.S. Ja to bym w szczególności poznać zawartość szuflady tworzyszki Lucyny S. z Placu Zamkowego ;))

  3. 08-02-2011 o godz. 10:21, Velvet Octopus pisze:

    Wolfius, polemizowałbym. Czechom może jakoś się nawet udało. Bułgarom niezbyt (poznałem temat przed dwoma laty). O Rumunach się nie wypowiadam, bo nie wiem.
    A propos STASI, polecam – chyba kolejny raz – obejrzenie „Życia na podsłuchu”: http://www.imdb.com/title/tt0405094/ Wolfius uzna go pewnie za obrazoburczy, ale moim zdaniem sporo w nim uniwersalnej prawdy…

  4. 08-02-2011 o godz. 11:02, admin pisze:

    „Można publicznie pytać, czy działali oni słusznie, jakie mieli racje. Dyskusja przenosi się wówczas na grunt polityczny, poszczególne partie spierają się miedzy sobą. Ale to nie wszystko. Myślę, że państwo ma obowiązek zbadania na drodze prawnej, czy ten rodzaj sprawowania władzy pozostawał w zgodzie z normami prawnymi, czy nie łamał zasad sprawiedliwości. Działania sprzeczne z prawem muszą być ścigane na drodze prawnej. Nie domagam się tutaj „polowania na czarownice”, ścigania ludzi bez dania im możliwości obrony. Jestem zarazem przeciwny jakiemuś amnestionowaniu a priori, „na wyrost”, bez uprzedniego upewnienia się, jakich przestępstw dokonali określeni ludzie. Nie mam nic przeciwko amnestii jako takiej. Po prostu zanim się ją ogłosi, trzeba poznać rodzaj i charakter popełnionych przestępstw czy wykroczeń. Dopiero potem można rozstrzygać kogo i za co amnestionujemu, kogo i za co ścigamy dalej”
    – to pastor Joachim Gauck, w roku 1990 pełnomocnik nadzwyczajny rządu Niemiec do zbadania i kontroli akt osobowych byłej NRD-dowskiej służby bezpieczeństwa STASI
    JK

  5. 08-02-2011 o godz. 11:02, wolfius pisze:

    Czechom nie „jakoś”, ale w 120% udało się zrealizować temat. – Ustawowo wypier…o wszystkich komunistów ze wszystkich kierowniczych stanowisk , zwł. w edukacji – szkoły średnie, zaś na uniwersytetach nie pozostał ani jeden komunista na etacie – wiele wydziałów powstawało od „O” i teraz doskonale funkcjonują. W internecie umieszczono wszystkie zasoby ichniejszej SB. To samo na Węgrzech. Przyznam, że jestem rozczarowany, że Naczelny nie zabrał głosu w sprawie mojego wpisu. Wszak był działaczem Unii Demokratycznej, a ta miała sporo do powiedzenia w sprawie „losu pomiątek” po komunistach. Oj miała i dbała, aby nic nie ujrzało światła dziennego, gdyż, jak pisał pewien redaktor najwyższej Prawdy, niejaki TW „Ketman”: wszelkie tego pomysły groziłyby wojną domową, dyskryminacją, nowym „aparthaidem” i organizowaniem „polowań na czarownice”.
    Poza tym po raz kolejny raz razi mnie użyta przez niego forma „MY”:
    „my-Polacy woleliśmy wszystko zniszczyć, zapomnieć, że uczestniczyliśmy w czymś takim, że zakłamywaliśmy rzeczywistość, że baliśmy się, że sami sobie robiliśmy wiele zła. Wykasowaliśmy wszystko ze wstydu?”
    Ja wolałem wszystko zachować – zwł. akta UB i SB, które chciałbym udostępnić społeczeństwu (i sobie!), ale na Czerskiej nawet teraz nie chcą nawet o tym myśleć… Poza tym jak niczego nie kasowałem – serio!, a ty Velvet? Może zatem Naczelny…? 😀
    Zatem skąd to „my”? Może to jakieś freudowskie przeję-życzenie ujawniające, częste wsród bywalców na Czerskiej, ciągoty kolektywistyczne (patrz: kolor winiety GW)….?

  6. 08-02-2011 o godz. 11:10, Velvet Octopus pisze:

    To ja z grubej rury walnę: u nas luteranizm nie jest popularny 😉

  7. 08-02-2011 o godz. 11:48, admin pisze:

    Wolfius, nie bardzo wiem, o jakim Naczelnym piszesz za pierwszym razem, więc na wszelki wypadek dodam, że nigdy nie byłam działaczem UD ani żadnej innej partii. A świadomie używam formy „My-Polacy”, bo jestem państwowcem i skoro Polsce, jako całości, nie udało się czegoś zrobić, to nie udało się także mnie i Tobie, Wolfiusie. Wbrew pozorom jestem związany ze wspólnotą, w której funkcjonuję i choć zwykle wspieram mniejszości, to nie uciekam od odpowiedzialności za to, co robi „moja” większość, choć wpływ na to mam śladowy.
    JK

  8. 08-02-2011 o godz. 11:54, wolfius pisze:

    W żadnym kraju, który podjął dekomunizację, luteranizm nie był popularny, bo tam panował zwykle ateizm. Jednak, coś w tym wątku może jest, bo sam Korwin-Mikke po rozpoczęciu procedury lustracyjnej tłumaczył swoją inicjatywę swoim … skandynawskim, a zatem „zasadniczo luterańskim pochodzeniem” :D. Jedank na Czerskiej wielu „luteran” nie uświadczysz…;D I ogólnie w nieboszce ROAD-UD-UW-…etc. też nie było ich zbyt wielu. Co widać, słychać i czuć.

  9. 08-02-2011 o godz. 12:19, wolfius pisze:

    Witam!

    Jurku, zatem b. przepraszam. Wybacz. Zawsze byłem przekonany, że ty byłeś działaczem miejscowej Unii Wolności. Serio! Jeśli nie, to bardzo przepraszam!!!!!!!!!!!
    Co do tematu „my”, to tutaj pozostanę przy swoim. Działania wszelkie i wszelka odpowiedzialność jest zawsze w numerus singularis. Bycie/ nie bycie państwowcem tu nie ma nic, ale t nic do rzeczy. Tym bardziej, że mamy już za sobą państwo, które zmuszało do myślenia w kategoriach kolektywistycznych „my”, w myśl zasady: „jednostka niczym, jednostka zerem… ” Ponadto mówienie w kategoriach „my-Polacy” zawsze skazane jest na mówienie nieprawdy, iż Polacy są jakimś jednym podmiotem, który jest identyczny i myśli/ robi/ chce tego samego, albo: myślał/ robił/ chciał tego samego. To jest błąd logiczny i nie można go akceptować. Polacy byli i w UB, i w NSZ… . Jedni i drudzy nazywali siebie Polakami, ale nie mieli ze sobą nic wspólnego. Nawet nie wszyscy dobrze mówili po polsku, nie wszyscy mieli polskie obywatlestwo i nie wszyscy byli zgodni odnośnie tego, gdzie jest stolica Polski. – Zupełnie tak jak teraz.
    Jeszcze jedno: nie miałem nigdy najmniejszych wątpliwości, ani takich wątpliwości nie wyrażałem, że nie jesteś związany z miejscową wspólnotą! Wręcz przeciwnie.
    Ale to też nie ma nic do rzeczy w mówieniu „my”. – Zwyczajnie czuję się nieswojo, gdy ktoś mówi moim imieniu rzeczy, z którymi ja i wielu innych się nie identyfikuję. Wyżej wyjaśniałem to już. Krótko mówiąc: nikt nie ma prawa używać dużego kwantyfikatora przy tak spornych diagnozach rzeczywistości jak ta Twoja. Obaj wiemy, że polskie społeczeństwo chciało takiego porządku jak w obecnych Niemczech, ale znaleźli się w nowej-starej władzy tacy, którzy wiedzieli lepiej i tak im pozostało… Mają oni swoje konkretne imiona i nazwiska, pełnili określone funkcje w rządzie i parlamencie. I nie są to dla mnie żadni „MY”. Zatem postuluję, jak kiedyś czyniłem, więcej „nominalizmu”. Platonizm jest dobry w matematyce, ale w naukach społecznych nigdy się nie udaje.

    Ukłony!

    P.S. Jeszcze raz przepraszam Cię za moje błędne domniemamnie odnośnie członkowstwa w UW.
    P.S.2. Przypomnę, że kiedyś zgłosiłem pomysł zorganizowania na Rynku wystawy „Twarze oławskiej bezpieki”. Redakcja jakoś nie kupiła tego tematu, choć dr Gałwiaczek był zainteresowany jego realizacją. Może zatem dałoby się ruszyć ten ten temat – choćby na łamach WO?

  10. 08-02-2011 o godz. 12:41, admin pisze:

    Widzę Wolfiusie, że wciąż mnie z kimś mylisz – może więc ta kawa rozwiałaby Twoje wątpliwości na mój temat.
    *
    Co do wystawy – to temat do pogadania. Nie chciałbym, aby to było coś w rodzaju publicznego sądu, a tak byłby odczytany charakter wystawy (jak we Wrocławiu). Lepszy byłby cykl artykułów (zresztą Gałwiaczek już go rozpoczął i chętnie publikowałbym kolejne).
    *
    Co do „My” – pewnie pozostaniemy przy swoim. Ja traktuję siebie jako część ludzkości, więc nie boję się powiedzieć, że zaśmiecamy naszą planetę, choć akurat ja stosunkowo mało. W pewnych sytuacjach, bo żyjemy w społeczeństwach, grupach, narodach, istnieje coś takiego jak wspólnota. Bo potem Niemcy mówią, że to nie Oni, tylko faszyści albo esesmani. Ale to naród niemiecki ich wydał i pozwolił im rządzić. Podobnie jakąś część winy za wszystkie polskie błędy biorę na siebie, bo jednak czuję się Polakiem, jestem Polakiem, urodziłem się Polakiem, wygodnie mi być Polakiem, nie umiem być NiePolakiem (niepotrzebne skreślić). Czym innym są oczywiście konkretne przewinienia konkretnych osób. Trzeba to rozdzielić – moim zdaniem.
    JK

  11. 08-02-2011 o godz. 12:49, wolfius pisze:

    No cóż, chyba jesteśmy bliscy finału pewnej sprawy.W ramach rekompensaty za „straty moralne” w związku z posądzeniem Ciebie przeze mnie o przynależność do UW proponuję jakiś duży deser do kawy – przy najbliższej okazji.
    W kwestii „my” – pozostaniemy przy swoim. Ale to nie szkodzi. Ważne, aby wiedzieć z jakiego powodu…
    Pozdrawiam!

  12. 08-02-2011 o godz. 13:13, Velvet Octopus pisze:

    Wolfius, tak a propos kasowania: dlaczego jakiś czas temu uskuteczniłeś rękami JK kasację swoich wpisów? Już dawno miałem o to zapytać…

  13. 09-02-2011 o godz. 14:53, kralle pisze:

    Panie Kamiński, mam dla Pana dobrą wiadomość. Nazwę „Lichtenberg” noszą oprócz dzielnicy Berlina m.in. dzielnica Frankfurtu nad Odrą, miasto w Bawarii, gmina w Saksonii, miejscowość w Alzacji, szczyty górskie, jednostki administracyjne i dworce kolejowe. Zajebiście, co? Oławskość się nam wylała na pól Niemiec, kawałek Austrii i jeden kanton w Szwajcarii… Więc zanim popadnie Pan w kolejny naiwny zachwyt nad rozsianą po szerokim świecie naszą najszą najnajszą lokalnością radze sprawdzić czy przypadkiem nie ma Pan do czynienia z dość rozpowszechnioną nazwą własną.
    To tytułem wstępu. A poza tym czemu w swym wpisie nie wspomniał Pan ani słowem o działalności edukacyjnej IPN, między innymi wystawie Solidarny Wrocław opisywanej w Pana gazecie? Czyżby przywołanie takiej wystawy – pokazującej jeszcze nie wystygłe emocje społeczne za pomocą absolutnie nowoczesnych środków wyrazu – przeczyło przyjętej tezie: „Niemiec potrafi a naszych muzeach kurz średniowiecze gabloty i kapcie”?
    Panie Kamiński, kapcie się Panu z muzeum kojarzą bo miał pan do czynienia z PRL-owską zamrażalką. Muzealnictwo nie mogło się u nas normalnie rozwijać, było zacofane dokładnie tak jak i inne dziedziny życia. Dopiero tworząc Muzeum Powstania Warszawskiego dokonaliśmy skoku w nowoczesność. Niemcy przy swoich ekspozycjach od dawna korzystali z najnowszych środków wyrazu – choćby punkt muzealny Checkpoint w tymże Berlinie. W związku z tym było im łatwiej przygotować muzeum STASI. Owszem, może mieć Pan trochę racji, że nie nadążamy za ukazywaniem najnowszych zjawisk historycznych, ale po pierwsze jest wiele działań na tym polu (pion edukacyjny IPN, wrocławski ośrodek „Pamięć i Przyszłość”, pismo „Karta” itd. itp.) a po drugie z pewnością nie możemy się równać z Niemcami jeśli o chodzi budżet ich jednostek badawczych. I jeszcze jeden uroczy brak umiaru. Był Pan w europejskiej metropolii, obejrzał niezłą ekspozycję – wraca do Oławy i mysli co za wiocha, dawać mi tu zrekonstruowane biurko tow. Domagały. Panie Kamiński, naprawde to nie przypadek, że nowoczesne muzea znajdują się w wielkich miastach, a nie w Pcimiu Dolnym, Krośnie Odrzańskim czy innej Oławskiej Górce.

  14. 09-02-2011 o godz. 15:33, admin pisze:

    Kochany panie kralle, więcej luzu, zarówno w pisaniu, jak i czytaniu. To jasne, że Lichtenberga i koguta na rysunku w Stasi „zlokalizowałem” na siłę, ale nic niem poradzę na skojarzenia, jakie siedzą w mojej chorej głowie. Zresztą uważam, że lepiej naiwnie, na użytek bloga, kojarzyć „naszego” błogosławionego Lichtenberga z berlińską dzielnicą (zresztą jest pochowany w Berlinie), niż nie kojarzyć niczego, a wiedzę czerpać z Wikipedii. Zresztą, panie kralle, proszę się nie obawiać, „oławocentryzm” nie jest zaraźliwy – nie będzie pan musiał obawiać się zakupów w sklepie drobiarskim.
    Co do muzeów, zgadzam się połowicznie. Nie chodziło mi o formę przekazu (czyli kapcie), a o to, że my (Wolfiusie, wybacz) niemal wszystko zniszczymy, zanim to coś nabierze wartości muzealnej. Do tego nie są potrzebne pieniądze, tylko rozsądek. Wystawa Stasi to niemal same zdjęcia i plansze, więc koszt żaden. Liczy się pomysł, a przede wszystkim chęć przekazu, zatrzymania czegoś ważnego.
    Oczywiście nowe piękne polskie muzea (Powstanie) są mi bliskie, ale i tak najbliższe zapewne będzie krakowskie muzeum AK z oławskim (znów, drogi kralle) akcentem. Chodzi o dakotę z kolekcji Pawłowicza, o której ciekawie pisał u nas Xawery Piśniak, podkreślając (zapewne naiwnie), że dla nas wartością dodaną do wystawy będzie właśnie ten oławski akcent. Jaka to oławska dakota (taki tytuł dał Piśniak)? Że poleżała parę miesięcy na posesji Pawłowicza? A właśnie że oławska. Dla Piśniaka oławska, dla mnie oławska, dla ludzi z pasją grzebiących w lokalności.
    Ale pan, panie kralle, zapewne tego nie zrozumie.
    JK

  15. 10-02-2011 o godz. 08:57, kralle pisze:

    Proszę bardzo, co blogi z ludźmi robią, przez Kamińskiego przemawia głos rozsądku! (Jaka oławska dakota, że poleżała parę miesięcy na posesji Pawłowicza?) Tego się trzymać panie redaktorze i nie podpierać Piśniakiem. W końcu kto tu muzykę gra, a kto zamawia?..

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie