Zabrakło delikatności

W ubiegłotygodniowym „Dużym Formacie”, który przeczytałem z wakacyjnym opóźnieniem, wstrząsający materiał o Jerzym Łukoszu pt. „Człowiek, który zapomniał”. Wstrząsający dla mnie. Z dwóch powodów. Bo przypomniał, w jakim Jurek jest stanie – o czym oczywiście wiedziałem, ale nie żyje się z taką świadomością na co dzień, zwłaszcza z oddalenia.
Z drugiej strony wstrząsającym, bo po przeczytaniu ogarnęła mnie niemoc, złość, że ktoś coś takiego napisał. Że przecież tak nie można, że to nieuczciwe z dziennikarskiego punktu widzenia. Wiedziałem niemal wszystko, co autorka tam napisała, ale nigdy nie ośmieliłbym się wchodzić do głowy osoby chorej i przenosić na grunt publiczny to wszystko, co się w niej roi. Zwłaszcza jeśli wiem, że ta osoba nie ma świadomości komu i co sprzedaje, w jakiej formie. A nieświadomie sprzedaje wszystko, przy okazji raniąc się niemiłosiernie. I nie wystarczy – przynajmniej dla mnie – zastrzeżenie autorki i innych, że bohater konfabuluje. Że jest osobą publiczną, cenioną itp. Wiem, wychodzi materiał niezwykle ciekawy, niemal sensacyjny. Oto bowiem znany autor nagle staje się bohaterem rynsztokowego fragmentu własnego życia, o którym mówi, że być może jest najintensywniejszy ze wszystkich. Z drugiej strony relacjonująca to nowe życie dziennikarka nie kusi się, by zweryfikować informacje, jakie jej inni dostarczają na temat choroby bohatera, a zwłaszcza jego relacji z oławską rodziną. To moim zdaniem nieuczciwe. Podobnie jak wykorzystanie chorego. Autorce zabrakło delikatności. Tej delikatności, której tyle ma w sobie Jurek. A przynajmniej miał wtedy, gdy mieliśmy ze sobą styczność, podczas pracy nad kolejnymi tekstami z cyklu o oławskich Pringsheimach.

Napisane przez:

komentarze 2 do “Zabrakło delikatności”

  1. 04-08-2011 o godz. 11:03, namaziana pisze:

    Nie tylko Pana Redaktora ten tekst poruszył:
    http://wojciech-majcherek.blog.onet.pl/Czlowiek-ktory-zapomnial,2,ID432324753,RS1,n

  2. 04-08-2011 o godz. 11:14, admin pisze:

    Nie wiedziałem o tekście Majcherka. Teraz, po przeczytaniu go, widzę, jak bardzo jest zbieżny z tym, co myślę.
    *
    Majcherek: – W „Dużym Formacie” tekst o Jurku Łukoszu i jego chorobie, która, jak napisano w notce redakcyjnej: „objawia się zanikiem pamięci krótkotrwałej. Jej przyczynami były zapewne przepracowanie oraz nadużywanie alkoholu i środków nasennych”. Ten tekst dla kogoś, kto zna Jurka jest oczywiście poruszający. Wiedziałem o jego chorobie już wcześniej, ale tylko mi o niej opowiadano, ostatni raz kontaktowałem się z Łukoszem już dobrych parę lat temu, gdy jeszcze nie dawała znaków. Autorka reportażu opisała Jurka w tym nieszczęściu.

    Zacząłem się zastanawiać po przeczytaniu, czy tekst nie przekracza jednak granic intymności tego człowieka. Nie podejrzewam autorki o złe intencje, raczej okazuje ona dużą empatię dla swojego bohatera. A jednak coś mi nie daje spokoju. Jurek, jakim go znałem przed chorobą, może niezbyt dobrze, wydawał mi się osobą o wielkiej delikatności, subtelności i wrażliwości. Być może to był niestety dobry grunt do wylęgnięcia się choroby. W reportażu jego osoba została obnażona – dla postronnych ten widok pewnie budzi ciekawość, jaką zwykle wywołują w nas wariaci. Zastanawia mnie jednak, co by Jurek powiedział, gdyby to jego przyjaciel czy znajomy w podobnej sytuacji stał się tematem reportażu prasowego. Czy nie miałby tego odruchu, jaki ludzie czasami również mają, by nagiego okryć przed wzrokiem ciekawskiej gawiedzi?

    W tym tekście zapewne w sposób wiarygodny ujawnione są rozmaite obsesje Jurka i te nieszczęsne zaniki pamięci, ale chyba ani razu nie pada tytuł jego prozy, dramatu czy eseju. Autorka nie zadała pisarzowi pytania o jego twórczość. Czyżby nie pamiętał również tego, co napisał? To byłoby niebywale smutne, może nawet smutniejsze od skarg, że nie uprawia seksu. Szkoda, że reportaż zredukował Jurka tylko do choroby, jak do jakiejś ludzkiej ciekawostki. A przecież warto o nim pamiętać i wiedzieć także jako o pisarzu. Choroba nie unieważniła jego sztuki.

    Oczywiście można też chorobę Jurka traktować jako rodzaj „odmiennego stanu świadomości”, w którym ujawnia się jakaś skrywana o nim prawda. Tego nie potrafię zanalizować. Do tego pewnie bardziej przydatna jest literatura niż psychiatria. A ja myślę też o ludziach, którzy chcą i muszą mu pomagać w prostych życiowych sprawach. I tych, którzy tego nie potrafią. To się do literatury średnio nadaje.

    Podzieliłem się wątpliwością, czy reportaż o Jurku nie przekracza granic jego intymności. Być może kieruje mną jakieś fałszywe pojęcie wstydu, które dzisiaj jest coraz częściej obalane przy takich lub innych okazjach. Krystian Lupa w ostatniej rozmowie dla Rzeczpospolitej mówi w tej materii rzecz bardzo charakterystyczną:

    „Słowo ekshibicjonizm staje się anachroniczne. Dla nowych relacji ludzkich młodego pokolenia, zarówno w sferze werbalnej, jak i erotycznej, w gruncie rzeczy jest to XIX-wieczny pomysł, który ogranicza człowieka do roli pudełka do chowania tajemnic. W dawnym systemie wartości było to nazywane intymnością, ale czy na tym polega życie człowieka, żeby był zasłoną siebie samego? Kurczę! Tajemnice nas męczą i deformują. Na pewno nie dają szczęścia. Okazuje się, gdy ujawniamy sfery, które kiedyś kamuflowaliśmy – czujemy się, jakbyśmy wszyscy razem wychodzili na wspólną łąkę. Nie wydaje mi się to niemoralne ani zgubne”.

    Może. Ale jak już wybiegniemy wolni od tajemnic na tę wspólną łąkę, to kupę też będziemy robili przy wszystkich?
    Wojciech Majcherek

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie