Różowa wstążka

Byłem w piątek na imprezie, zorganizowanej przez stowarzyszenie Eli Wojdyły. I – oprócz różowej wstążki – mam parę spostrzeżeń.
*
Aby z mocnym i trudnym przekazem dotrzeć do młodych, musi być przeraźliwie cicho, intymnie, może nawet ciemno, bo gdy robi się cokolwiek w dzień na ulicy, ze słabym nagłośnieniem, gdy obok jeżdżą auta, a ludzie gdzieś spieszą, przekaz ginie. I tak było teraz. Kobiety mówiły o swoich najintymniejszych sprawach, o walce z rakiem, przyznawały się publicznie do swoich słabości, a uczniowie – niektórzy – mieli to w nosie. A szkoda, bo część z nich też zachoruje na raka. I część właśnie dlatego, że się nie zbadają na czas, bo jakoś im to wypadło z głowy. Może to był zły czas i złe miejsce na takie wyznania. Wiem, że młodzi, bardzo uczuciowi ludzie, przejęliby się, gdyby tylko coś do nich dotarło, a dotrzeć od nich trudno. Może wieczorem, w jakiejś sali, przy świecach, w zupełnej ciszy…? Gdyby w takiej scenerii ktoś im powiedział prosto w oczy, że właśnie ma raka i wkrótce może umrzeć, a i oni nie są nieśmiertelni…
*
Podczas imprezy dowiedziałem się, że moja koleżanka ze szkoły ma raka. Ot, tak sobie. Przyszedłem i dostałem w łeb. Wiedziałem, że jest na zwolnieniu lekarskim, ale jakoś nie dotarła do mnie przyczyna. Dzięki Eli dowiedzieli się wszyscy. I nagle sens imprezy zrobił się taki jasny, prosty. Przyszliśmy, żeby się dowiedzieć, po raz kolejny, że jesteśmy śmiertelni, ale można z tym walczyć. Prawda stara jak świat i… zaniedbywana jak świat. A ilu z nas regularnie dba – już nawet nie o zdrowie – o swoją kondycję fizyczną? A przecież skutki znamy. Dlatego, Elu, warto przypominać. Zawsze.
*
Przemarsz nie wyszedł. Jakoś tak opłotkami, chodnikiem, boczkiem, zamiast środkiem głównej ulicy, odważnie, w miejscach zaludnionych, by dotrzeć z przekazem do wielu kobiet. Wiem, wiem, nie było zgody policji, choć tam przecież też coraz więcej kobiet pracuje. Może warto następnym razem właśnie je wykorzystać do zabezpieczenia imprezy? Może wyjść na dworzec, do supermarketu w godzinach zakupów, a nie w godzinach pracy, gdy kobiet zagrożonych rakiem jest na ulicach mniej.
Na szczęście jest jeszcze jakiś przekaz medialny, więc nie wszystko stracone.
*
I niezawodne wybory. Przyszedł poseł Kaczor, przyszła pani Kruk-Gręziak. Była nawet wicewojewoda z PSL (oczywiście też startuje, jej obecność to nie przypadek, za to życiorys ciekawy, oj, ciekawy). Zaraz po przywitaniu, gdy impreza się właśnie zaczęła, oławscy kandydaci na posłów nagle zniknęli. Osiągnęli swoje, mieli pięć sekund zainteresowania podczas prezentacji, zarejestrowali się na kamerach tv, i tyle. Jakby nie chodziło im o jakiegoś raka, o kobiety, o wspólny przemarsz, o wspólną sprawę, tylko jak zwykle o jedno. Wiem, wiem, na pewno mieli ważne sprawy życiowe, zawodowe, polityczne itp., ale wyszło, jak wyszło.

Napisane przez:

komentarze 3 do “Różowa wstążka”

  1. 26-09-2011 o godz. 19:21, Inga pisze:

    Oby jak najwiecej, i nie tylko okazjonalnie, pisano o profilaktyce walki z rakiem. Mój wielki szacun dla Eli Wojdyły – pogromczyni własnego raka i obrończyni innych kobiet przed nim. Z własnych wieloletnich obserwacji corocznego marszu Różowej wstążki muszę jednak dodać, że p.Kruk Gręziak oraz poseł Kaczor ZAWSZE uczestniczyli w tej imprezie! Krótko czy długo – to nie istotne, bo bieżących zajęć im nie brakuje i wszyscy o tym wiemy. Ważne, że kosekwentnie, a nie tylko z okazji wyborów są. Kąśliwy więc podtekst błyskotliwego słów Red.Kamińskiego (pokazał się na różowym marszu chyba po raz pierwszy?) może akurat tylko dziwić, tym bardziej, że nie odnotował innego ważnego faktu – nieobecności jego ulubionej kandydatki z PiS p.Krysowatej. A szkoda! Jak pisać to o wszystkich! Pozdrawiam na różowo!

  2. 27-09-2011 o godz. 08:35, admin pisze:

    Pani Ingo, p.Krysowata jest moją ulubioną kandydatką w takim samym stopniu jak p.Kaczor i jeszcze paru innych. Nie sprowokuje mnie pani do publicznego podawania rankingu kandydatów, bo to moja prywatna sprawa. Pisałem o tych, którzy się pojawili, a nie o tych, których nie było, a nie było, zdaje się, co najmniej 9 innych kandydatów powiązanych z naszym powiatem.
    A gazeta zawsze jest na tego typu imprezach, i pisze o nich, czyli je wspieram – nie zawsze muszę osobiście, a moja obecność tym razem nijak się ma do wyborów. Po prostu chciałem, więc byłem. Pozdrawiam i do zobaczenia za rok.
    JK

  3. 28-09-2011 o godz. 23:32, Karol pisze:

    A ten tytuł artykułu „Balony rozpoczęły kampanię” na początek kampanii pana posła Romana Kaczora to również przypadek czy ironiczny, złośliwy tytuł artykułu, który miał wskazywać, że to było tylko show, a nic ważnego w tym dniu nie miało miejsca podczas konwencji.

    A tytuł raczej nie był adekwatny do tego, co się wydarzyło w tym dniu.
    Odbyła się konwencja w Ośrodku Kultury, obecny był pan senator Duda.

    Sam tytuł artykułu wskazuje, że jesteście „obiektywni” ze wskazaniem na panią Krysowatą. Oczywiście w treści można wyczytać, ale to tytuł zapada w pamięć.

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie