Piotr Dudkin nie żyje

9 grudnia zmarł znany brzeski podróżnik Piotr Dudkin – w Etiopii, w szpitalu na wschód od Addis Abeby. W 2009 roku przeprowadzałem z nim rozmowę tuż po wyprawie do tego kraju. Może teraz, przed świętami, pasowałby taki jej fragment:

– Wraca pan do Europy i…
– Jestem bardzo zażenowany. W taką melancholię wpadam. Tutaj jest tyle, a tam nic. Dysproporcja niesamowita. Tam, gdy dziecko dostanie zabawkę, to się autentycznie cieszy. Jak dostanie cukierka, to zaraz kolejka się ustawia. Nie mogę zrozumieć, gdy u nas ktoś, kto ma 50 koszul, albo 10 par butów, mówi, że nie ma co na siebie włożyć. Tam dom jest mniejszy niż mój jeden pokój. I żyją w nim ludzie. A u nas co pół roku samochód wymieniają i jeszcze mówią, że mało. W Europie Zachodniej kawa kosztuje 5 euro, a w takiej Etopii przeżyję za to parę dni. Kraje biedniejsze są zdecydowanie ciekawsze od tych bogatych.

– Co panu dają te podróże?
– Satysfakcję z oglądania, zwiedzania, poznawania przyrody. Czuję się bogatszy duchowo. Mam taką zasadę, że co przeżyję, to moje. Co przeżyjesz, tego nikt nie odbierze. Czasem mówię: dzisiaj żyjesz, jutro zgnijesz. Czy ja cokolwiek z tego świata wezmę dalej? Czy mam gwarancję, ile jeszcze pożyję? Czy gromadzenie dóbr materialnych ma jakiś sens? Czy bogatszy automatycznie staje się szczęśliwszy? To pytania, na które trudno znaleźć odpowiedź. Takie pytania pojawiają się niemal w każdej podróży. Po co gromadzić? No, może dla dzieci i wnuków. Ale to nie może być jedyny cel w życiu. Zresztą do pewnego momentu się daje, a potem trzeba wypuścić na samodzielność. Niech sami sobie dają radę.

– Śnią się panu te podróże?
– Tak. Każdy wie, że jak czymś żyje, to przeżywa także w snach.

– A co się panu teraz śni?

– Dziś w nocy śniło mi się, że muszę poukładać te zdjęcia z Etiopii, zanim przyjdzie ktoś z gazety. Ale też śniły mi się te ludy pierwotne. To, jak mało potrzebują do życia. U nas quada kupują gówniarzowi na Pierwszą Komunię. A on często nawet dzień dobry nie potrafi powiedzieć ani podziękować.

– Czego pan się boi? Śmierci, chaosu, ludzi…?
– Ja się nikogo nie boję. Jak ktoś mnie zabije, to zabije. Żeby tylko nie okaleczyli i żebym się nie męczył. Kiedyś byłem w Jemenie, a tam akurat dziesięciu obcokrajowców porwano, trzech zabito, a przecież jeździli z konwojami, z ochroną. A mój samochód zawsze był sam. Jeździłem tylko z kierowcą, choć tam każdy z kałachem. I jakoś się udało. Potem wszyscy w kraju się pytali, czy się nie bałem. Nie, nie bałem się. Boję się tylko choroby. Tego, że już nie będę mógł pojechać w kolejną podróż.
*
Nie pojedzie, ale umarł tak, jak chciał. Szybko, w podróży. A mnie pozostanie po nim na pamiątkę ten malutki etiopski krzyżyk z drewna sandałowego.

Napisane przez:

Jeden komentarz do “Piotr Dudkin nie żyje”

  1. 19-12-2011 o godz. 00:47, Radek Kozłowicz pisze:

    Jestem bardzo szczęśliwy że mogłem poznać Pana, Panie Piotrze. Tak pozytywnie zakręconego człowieka, który opowiadał z niesamowitą pasją o swoich podróżach. Z ogromnym żalem pzyjąłem wiadomość o Pana śmierci. Mam nadzieję że rowerki typu składak, naprawiane przeze mnie na warsztatach posłużyły Panu. Uczeń z kuźni Radek !!!

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie