Nie teraz, nie teraz!

Spokojnie przeczekałem pierwszą nawałnicę, związaną ze śmiercią i pogrzebem księdza Irka, ale teraz już mogę pokusić się o skromną refleksję. Wkurzyły mnie niektóre komentarze (większość tego typu komentarzy usuwaliśmy z naszej strony internetowej) – ledwo dwa dni od śmierci, a już niektórzy wytykali zmarłemu. Że „wylansowało go odpowiednie środowisko”, że korzystał ze wsparcia „ciemnych typów z pierwszych ławek w kościele”, że otaczał się bogatymi, że mało się ruszał, bo jak to ksiądz, woził się autem, więc zachorował itp. Generalnie można by wszystkie te komentarze streścić w jednym: – Szkoda, że nie znacie tego księdza z innej strony. Byłyby całkiem inne komentarze”. Czyli jak to zwykle bywa, coś wiem, ale nie powiem. I tak zawsze coś się przyklei. Czemu to służy w dniu pogrzebu? Wyrażaniu szacunku zmarłemu?!
Może i częściowo są w tym wszystkim jakieś elementy prawdy, bo faktycznie ktoś coś kiedyś ufundował w kościele, a potem wyszło na jaw, że nie płacił swoim pracownikom. Czy jednak akurat teraz, w chwili śmierci, można podsumowywać czyjeś życie tylko takim epizodem, być może zresztą w ogóle nieświadomym dla księdza? To chyba nie jest najlepsza chwila na rozgrzebywanie takich drobiazgów. Płytkich, płaskich, jątrzących i generalnie psujących prawdziwy obraz księdza Irka, który dla wielu był jednak wyjątkowym kapłanem, a świadczą o tym ludzie, którym pomógł. Wielu ludzi. A teraz nagle okazuje się, że dla kogoś ważniejsze od pamięci zmarłego jest to, że poseł przyszedł na pogrzeb w czerwonym krawacie i ktoś z rodziny ubrany był na biało, a przecież tak nie wypada itp. Jak to jest, że w obliczu ostatniego pożegnania ktoś to wszystko zauważa i na dodatek chce natychmiast publicznie wykrzyczeć swoje oburzenie? Nie wspomnienia o zmarłym – tylko oburzenie. Takie to małostkowe.
Nie znałem księdza Irka zbyt dobrze, ale wkurza mnie takie stawianie sprawy. Mam niemal pewność, że jego też by wkurzało, ale nic by nie powiedział, bo chyba nigdy nie mówił źle o ludziach. Zapewne taktownie przemilczałby sprawę. Taką miał naturę. Ja nie jestem aż tak taktowny.
*

Żeby zrobić zdjęcia na pierwszą stronę, wymyśliłem, że najlepiej zadekować się na balkonie w Rynku, na wprost wylotu ul.Wrocławskiej, którędy biegła trasa przemarszu konduktu. Gdy zapukałem do drzwi, właścicielka powiedziała, że właśnie wychodzi na pogrzeb, więc nie mam szans. – Jak to, mam wpuścić obcą osobę do mieszkania?! – pytała. Dopiero informacje, że jestem z miejscowej gazety i że przecież chodzi o pamięć księdza Irka, ostudziły kobietę. Ostatecznie zgodziła się wpuścić mnie na balkon, sama wyszła z mieszkania, zobaczyć kondukt, ale drzwi zamknęła. Spędziłem tam kilkadziesiąt minut, zanim wróciła i mnie oswobodziła. Zdjęcie na jedynkę jednak zrobiłem

*
Pochodzę z Oławy, więc generalnie musiałem księdza Irka znać. Pamiętam go z lat szkolnych, gdy trochę starszy ode mnie i nieco zbyt sztywny, jakby połknął kija, z rękami złożonymi do modlitwy przechadzał się pod kościołem Matki Boskiej Pocieszenia. Był ministrantem.
Potem zapamiętałem go z naszej pierwszej poważniejszej rozmowy. Był wtedy dziekanem Śląskiego Okręgu Wojskowego, więc oczywiście spieraliśmy się o rolę kapelanów w wojsku, o potrzebę utrzymywania ich przez państwo, a nawet w ogóle o popieranie przez Kościół niektórych wojen. Jego zdanie było proste: – Ja też chciałbym aby zlikwidować broń, żeby człowiek był nastawiony do drugiego przyjaźnie, żeby nie było egoizmu, agresywności. Wiadomo natomiast, że jest grzech, powodujący nienawiść, śmierć, walkę. Można mieć, jak ja to nazywam – myślenie utopijne i realistyczne. Otóż Kościół myśli realistycznie. Według Kościoła wojsko jest potrzebne. Jest takie powiedzenie: Albo mamy w kraju armię, albo płacimy na cudzą…
Nie przekonał mnie do końca, ale zapamiętałem taką anegdotkę, którą „sprzedał” do wywiadu:
Przychodzi młody chłopiec do nauczyciela i prosi:
– Naucz mnie walki.
– Nie nauczę cię walki – mówi nauczyciel. – Bo będziesz musiał potem całe życie albo kogoś zabijać, albo walczyć z kimś.
– No dobrze – odpowiada chłopiec. – Ale jak nie nauczysz mnie walczyć, to całe życie będę musiał uciekać.

*
Ostatni raz widziałem go ze dwa lata temu, podczas otwarcia placówki pewnego banku w Jelczu-Laskowicach. Był wtedy bardzo na luzie, wspominał naszą gazetę, do której swego czasy pisywał felietony, o czym dziś zapewne niewielu pamięta. Muszę przyznać, że dla naszych czytelników były one zdecydowanie za trudne (może publikacje potrzebne były księdzu do pracy naukowej?), więc szybko z nich zrezygnowaliśmy. W każdym razie przy każdej okazji ksiądz Irek z sympatią pytał o „naszą gazetę”.
JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie