Zawłaszczanie państwa

To nie jest mój tekst. Nie ze wszystkimi jego tezami się zgadzam, ale publikuję. Dlaczego? Został przysłany do naszej gazety, miał pójść jako list, pod pełnym nazwiskiem, ale autor musiał się wycofać. Ponieważ jednak jest to ciekawy głos w dyskusji na nasze polskie tematy, w imię wolności słowa, upubliczniam go na swoim blogu „anonimowo”. Oceńcie sami:

„Armia bez dowódców nie jest armią, a naród bez przywódców, nie jest narodem…”
(Lenin)


Zawłaszczanie państwa

Po ponad dwudziestoletniej drodze do demokracji Polska znalazła się w sytuacji paradoksalnej – zagrożenia demokratycznych form rządzenia państwem. Jedną z najbardziej charakterystycznych oznak tego procesu, wydaje się arogancja i degeneracja władzy, dla której obywatele, nader często stają się bezmyślną masą, konieczną do uwiarygodniania wyborczych głosowań, a których w walce o podkreślenie swej podmiotowości zmusza się do manifestowania w ulicznych marszach. Jest to zjawisko pod wieloma względami niepokojące i ze względu na demonstrowane formy sprawowania władzy (i wypowiedzi), sytuujące Polskę pomiędzy krajami trzeciego świata.
***
Arogancja władzy

Zmiany zapoczątkowane przełomem 1989 roku, były dla Polaków nadzieją na powrót do systemu rządów parlamentarnych, w których obywatel będzie traktowany zgodnie z podmiotowym (personalnym) charakterem osoby ludzkiej. Z różnych względów tak się nie stało. Porozumienie zawarte w Magdalence pomiędzy „starym” i „nowym” („nasz prezydent, wasz premier”), w dużej mierze określiło kształt państwa, w jakim obecnie żyjemy. Fasadowość owej konstrukcji i kosmetyczny charakter zmian po kolejnych wyborach ujawniły, że zbudowany system, mentalnie opiera się na fundamencie antywartości przetransponowanych rodem z PRL. W efekcie, w ciągu dwudziestu kilku lat sprawowania władzy przez kolejne zmieniające się ekipy, cały nagromadzony kapitał społecznego poparcia oraz dążenie do demokratyzacji został zaprzepaszczony. Zamiast tego, Polacy otrzymali kolonialne ustawodawstwo oraz prywatyzację, o której dziś nie wiemy prawie nic, poza tym, że ogromna większość procesów prywatyzacyjnych odbyła się z naruszeniem prawa, co w praktyce oznacza, że okradziono własnych obywateli, z wypracowanych przez nich pieniędzy, a zmiany społeczne doprowadziły do rozkładu społecznych norm, których najbardziej znaną cechą (jedną z wielu) stało się odrażające w swojej wymowie karierowiczostwo i partyjniactwo, wreszcie ubocznym efektem stał się zanik elementarnego poczucia przyzwoitości wśród wielu przedstawicieli establishmentu. Cechy te, widoczne są aż nadto gołym okiem i to zarówno wśród przedstawicieli warszawskiego „salonu”, jak również położonych na głębokiej prowincji samorządów…

Kłamstwa i manipulacje

Bezmiar społecznej patologii, jaką stała się w obecnej Polsce „elita władzy” ujawniona została w całej swojej nieudolności po katastrofie smoleńskiej, po której nie tylko nie pociągnięto do odpowiedzialności (politycznej, karnej i moralnej) winnych zaniedbań urzędników i funkcjonariuszy, ale nad wyraz szybko wskazano winnych, lecz o dziwo! Spośród ofiar katastrofy i to na podstawie bardzo wątpliwych przesłanek, a mówiąc wprost na podstawie pomówień, za które nikt, nigdy nie przeprosił rodziny ofiar.
Przykład smoleński jest niezwykle wymowny, lecz nie jedyny, a raczej jest koronnym świadectwem, które ukazuje w całej rozciągłości, w jakim państwie żyjemy. Synonimem obecnej Polski, a raczej części jej „elit” przywódczych, stało się znane powiedzenie: TKM („Teraz k… my!”), które obnaża powierzchowność oraz brak przygotowania moralnego i merytorycznego urzędników państwowych, zaś jedynym kryterium jest polityczne oddanie patronom. W istocie wszelkie partyjne podziały w obecnej Polsce, stały się fikcją, za którą kryją się doraźne korzyści oraz walka o przysłowiowy „stołek”, co widoczne jest w lokalnych strukturach władzy samorządowej. Bilans tej wysoce niedemokratycznej, a w istocie patologicznej sytuacji wygląda tak, że (lokalni) patroni tworzą wokół siebie skostniały system zależności, odporny na wszelkiego rodzaju krytykę, bardziej przypominający prywatny folwark, nade wszystko zaś trudny do wyrugowania beton. Jednak najbardziej porażający jest fakt, iż ta patologiczna sytuacja utrzymująca się przez kolejne lata staje się „normalnością” – stanem permanentnego trwania narosłych skamielin władzy. Ile potrzeba wysiłku i do czego należy się odwołać, żeby zauważyć z pewnej perspektywy ten przedziwny twór? Z pomocą przychodzą przykłady znane z historii. Niestety dla władzy mogą one stanowić zagrożenie, bowiem oświecone społeczeństwo nagle mogłoby się zorientować w „czym” tkwi, a do tego rządzący zapewne nie chcieliby dopuścić. Niebezpieczeństwo takiego rozumowania wydaje się tym większe, że spora część przedstawicieli władzy, nie tylko nie rozumie, jaką odpowiedzialność ponosi za swoje czyny i decyzje, ale przede wszystkim nie ogarnia swoim umysłem, jaki owe „rządy” mają wpływ na los państwa i to zarówno, jeśli idzie o wysoko postawionych członków partii rządzącej, jak również lokalnych mandatariuszy.

Wizja człowieka bez historii

Jedną z wielu decyzji mających trwały i fatalny wpływ na losy państwa i narodu, jest ograniczenie nauczania historii, które to posunięcie obecny liberalny rząd z powodzeniem stara się forsować. Idea, która przyświeca tej skandalicznej decyzji jest bardzo prosta i sprowadza się do maksymy, iż ciemną, niewykształconą masą łatwiej się rządzi. Dodajmy, że podobną argumentacją (oczywiście nie podawaną w formie jawnej) posługiwały się państwa zaborcze w XIX wieku, okupanci z lat 1939 – 1945 oraz luminarze socjalizmu po 1945, kiedy historię zakłamano i zafałszowano. Wskutek licznych protestów nauczycieli oraz środowisk akademickich i kombatanckich częściowo wprowadzono zasadę nauczania obywatelskiego, co zważywszy na podstawę programową stanowi jawne odejście od nauczania historii Polski na rzecz obowiązkowego przerabiania wiedzy o Unii Europejskiej. Nie tracąc nic, rządzący zamknęli usta najbardziej protestującym i opornym w swej wymowie oponentom. Co więcej, przedziwność tej konstrukcji myślowej uzupełnia fakt, że nauczanie historii, które w praktyce powinno być jednym z podstawowych filarów tworzenia społeczeństwa obywatelskiego, czyli – kształtowania PODSTAW DEMOKRACJI, zostało niemalże z programów szkolnych usunięte, a z całą pewnością zmarginalizowane. W efekcie otrzymujemy przykład pewnego posła SLD, który zapytany o datę wybuchu Powstania Warszawskiego, przesunął ją o lat czterdzieści do lat osiemdziesiątych XX wieku. Dla mego pokolenia urodzonego w latach siedemdziesiątych XX wieku, była to rzecz nie do pojęcia. Do tego między innymi prowadzi historyczna amnezja i nieznajomość konieczności nauczania wiedzy historycznej. Być może na usprawiedliwienie pomysłodawców tego horrendalnego projektu przemawia fakt, że nie byli oni w ogóle świadomi tego, co uchwalają…

Atomizacja społeczeństwa

Wskutek poddawania procesom socjotechnicznym oraz rozlicznym manipulacjom statystyczny obywatel gubi się w informacjach przekazywanych przez elektroniczne media (telewizja, Internet). Powszechną normą jest wzajemne szczucie ludzi na siebie oraz dzielenie ich według porządku „my” i „oni”. Powoduje to, że słabną więzi społeczne wzajemnego zaufania, w konsekwencji prowadzi do rozbicia społeczeństwa oraz jego atomizacji (dosł. rozczłonkowania). Kluczowe znaczenie ma podział obywateli według kryterium majątkowego, co jest nie tylko głęboko niesprawiedliwe, ale również sytuuje znaczną część społeczeństwa na marginesie życia publicznego, nie mogącego aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym. Pomijając już upokarzający charakter niedostatku, otrzymujemy obraz babci-emerytki, lub bezrobotnego, którzy dokonują zakupów w „obciachowym” dyskoncie oraz wszelkiej maści cwaniaków, którzy potrafili odpowiednio się „ustawić”. Tak skrajnie niesprawiedliwy obraz powoduje, że wśród dużej części młodych ludzi, (którzy obejmą władzę w kraju za lat dwadzieścia, lub trzydzieści) materią obcą stanie się wszelka głębsza etyczna wartość, na rzecz prymitywnego konsumpcjonizmu oraz wygodnego (hedonistycznego) życia, czego pierwsze symptomy dostrzegamy już dzisiaj.
Niechlubną rolę w tym zawoalowanym procesie manipulacji odgrywa telewizja, tym smutniejsze, że jest to telewizja publiczna, która na rzecz interesu partii rządzącej wciela się w postać usłużnego propagandysty, znanego z najgorszych lat PRL (vide: stan wojenny). Zamiast rozrywki otrzymujemy prymitywny półpornograficzny kabaret pełen wulgaryzmów, który bardziej wzbudza zażenowanie, niż uśmiech, zaś z pewnością nie powinny oglądać go dzieci po godzinie 20. W miejsce rzetelnych informacji prasowych o stanie państwa dowiadujemy się, z kim aktualnie spotyka się brytyjski następca tronu; zamiast programów oświatowych i edukacyjnych telewizja publiczna sugeruje, że powinniśmy wiedzieć, jak się tańczy, śpiewa i błyszczy w nadchodzącym sezonie. Najsmutniejsze jest jednak to, polskie państwo nie traktuje własnych obywateli jak, jak powinno to czynić. Widoczny jest brak elementarnego szacunku do drugiego człowieka, czego synonimem stała się krzywdząca decyzja pięcioosobowej (!) Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie Telewizji „Trwam”.

Iluzja demokracji

Wydaje się, że część klasy politycznej swoją niewiedzę, ignorancję wynosi z otoczenia w jakim formowało swój charakter, system wartości oraz przekonania. W wyniku owego rozumowania rządy w państwie oddajemy ludziom nie tylko nieprzygotowanym do pełnienia funkcji publicznych, ale działających w jawnej sprzeczności z interesem dobra publicznego. Pół biedy, jeśli są to indywidua, które podnoszą cenzus swego poziomu moralnego i merytorycznego. Mam ponure i smutne wrażenie, że najczęściej mamy do czynienia z syndromem Nikodema Dyzmy, który wywindowany na piedestał, zwykł mawiać „Co miałem powiedzieć, przeczytałem…”

Napisane przez:

komentarzy 5 do “Zawłaszczanie państwa”

  1. 08-10-2012 o godz. 11:21, Piotr Skotnicki, CINEsync pisze:

    Dlaczego „autor musiał się wycofać”?

  2. 08-10-2012 o godz. 13:40, admin pisze:

    Nie mogę odpowiedzieć – sorry
    JK

  3. 08-10-2012 o godz. 15:37, Łukasz N. pisze:

    Przeczytałem list. Wiele w nim obrazu Oławy, a na pewno w 100% oddaje rzeczywistość oławskiej (polskiej) polityki. Czyli autor pisze prawdę, szkoda tylko że w liście nie zawarto recepty na uzdrowienie naszego miasta (kraju). Jeżeli twórca tego listu musiał pozostać anonimowy, to widocznie miał powody.

    Mimo pewnych „akcentów” zawartych w liście, podpisuję się pod tym…

    Pozdrawiam
    Łukasz Niżyński

  4. 08-10-2012 o godz. 17:32, Piotr Skotnicki, CINEsync pisze:

    Chyba się domyślam. Co do treści, z jednej strony wiele gorzkiej prawdy, z drugiej – pominięto szereg istotnych czynników, które pozwoliły taką rzeczywistość ukształtować. Gdyby świat był tak prosty, jak się go powyżej opisuje, łatwo/łatwiej było by go naprawić.

  5. 14-10-2012 o godz. 22:37, kiwi pisze:

    Bo taaak!!!:)

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie