Chcieliśmy za dobrze, a tu jest jak jest

Uważny czytelnik zapewne zauważył, że z redakcyjnej stopki zniknęła gazetowa czapeczka z informacją, że nakład jest kontrolowany przez ZKDP, czyli Związek Kontroli Dystrybucji Prasy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Chcieliśmy w cywilizowany sposób istnieć na rynku, więc od dawna ponosiliśmy koszty zewnętrznego audytu, by każdy mógł sprawdzić, że jeśli piszemy o nakładzie 2 tysięcy sztuk, to są to faktycznie 2 tysiące, a jeśli10 tys., to też wszystko się zgadza. Kontrolowaliśmy się z własnej woli i za własne pieniądze. Tak było przez wiele lat, ale teraz mówimy dość! Szkoda płacić za uczciwość, skoro i tak nadal są urzędnicy, dla których najważniejszy jest święty spokój, i to jak najdalej od rozumu.

O co chodzi? Otóż wystarczy, aby na rynku pojawiła się nowa gazeta, która kłamie, że sprzedaje np. 5 tysięcy, a od razu samorządowcy lgną do niej, jak do miodu. Reklamują się w niej, sprzedają ogłoszenia, nawet nie pytając, ile naprawdę sztuk gazety się sprzedaje.  To oczywiście proste, bo nie wydają swoich pieniędzy, tylko publiczne, więc lekką rączką dają kasę na coś, co nie ma większej wartości. To samo z przetargami. Głupi urzędnik (nie będę wskazywał konkretnej gminy, bom litościwy) posiłkuje się głupimi regulaminami przetargów, z których wynika, że najważniejsza jest cena. Czyli płaci np. 100 zł za ogłoszenie w gazecie, której nikt nie czyta, żeby tylko ogłoszenie się ukazało. Bo tak trzeba! A że nikt tego nie przeczyta, do nikogo to nie dotrze, to już go nie obchodzi. Dla niego liczy się marna litera prawa, zamiast duch tegoż prawa. A przecież ustawodawcy, wprowadzającemu publiczne przetargi, chodziło o to, by było jak najtaniej za jak najlepszą usługę. Przy porównywaniu np. cen drogi nie chodzi przecież o to, aby wykazać, że droga asfaltowa będzie droższa od tej z tłucznia, bo to oczywiste, tylko by porównywać albo drogi z tłucznia, albo asfaltowe. I dopiero gdy wszystkie inne parametry są zgodne, wtedy cena gra rolę.

W przypadku gazet powinien to być koszt dotarcia do czytelnika, a nie cena za stronę czy centymetr kwadratowy.  Jeśli np. jeden gwarantuje, że za 100 złotych dotrze do 100 czytelników (bo ma takie badania), a drugi – że do 1000, wygrać powinien ten drugi. Tymczasem u nas często jest tak, że przetargi wygrywają ci, którzy za 90 zł nie gwarantują niczego, a ci, którzy za 100 zł gwarantują dotarcie do 1000 klientów, przegrywają.

Wiem, to skomplikowane, zwłaszcza dla niektórych urzędników, którzy wykłócali się kiedyś z nami, że ma być jak najtaniej, bo to kasa gminna, więc oszczędzają. Kiedyś gazeta ze Słupcy – protestując w podobnej sprawie – zrobiła taki numer, że wygrała przetarg na ogłoszenia gminne, które ukazały się w… trzech egzemplarzach (http://www.press.pl/newsy/prasa/pokaz/28941,Kurier-Slupecki-zadrwil-ze-starostwa-w-Slupcy) Czyli nikt nie przeczytał, kasa została wydana, a urzędnik w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wyjechał na zasłużone wakacje. Tylko efektu żadnego nie było. No, ale w niektórych gminach często jest właśnie tak, że przetarg/konkurs się ogłasza, „bo trza”, a zwycięzca już dawno jest ustalony, więc ogłoszenie faktycznie nikomu nie jest potrzebne. Tylko czy o takie wydawanie publicznej kasy nam chodzi?

JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie