Pomagać, ale odpowiedzialnie

Jedni od miesięcy straszą: „już są w Budapeszcie!”, „imigranci kilkaset km od Polski”, „szturm na Europę”, „tysiące imigrantów wdzierają się do unijnego raju”. Cytują panią premier, mówiącą coś o groźbie „destabilizacji życia Polaków”. Inni mówią, że „to nie nasz problem”, że „nie musimy pomagać”, bo „inni są bogatsi, a my przecież pomagamy Ukraińcom”. No, a jeśli już chcemy pomagać, to tylko chrześcijanom, bo przecież wiadomo, jak to jest z islamem.

Otóż jedni i drudzy są w pewnym stopniu spóźnieni. To już jest jak najbardziej nasz problem. Nasz polski, ale i nasz oławski. Od paru tygodni mamy bowiem w Oławie rodzinę imigrantów syryjskich (czytajcie o nich w najnowszym wydaniu gazety) i im pomagamy. Zdziwieni?

Problem uchodźców często sprowadza się do lęku przed obcymi, przed islamem, przed utratą spokoju, pracy itp. Tymczasem co? Ktoś się poczuł zagrożony? Ktoś stracił pracę? Fakt, są od niedawna, no i było łatwiej, bo to przecież chrześcijanie, więc tak nie odstają. Zresztą mało kto w ogóle wiedział o tym, że imigranci już tu są. Ale – nie oszukujmy się – byli od dawna, choćby w postaci imigrantów zarobkowych z Ukrainy, którzy setkami, jeśli nie tysiącami pracują także w naszym powiecie (w takiej Bystrzycy np. jest ich grubo ponad setkę), często legalnie, płacąc podatki i wypełniając lukę na rynku pracy. Bo wkrótce nam też zabraknie rąk do pracy, więc i ten wymiar ekonomiczny trzeba wziąć pod uwagę. Niemcy już teraz nie wybrzydzają, tylko raczej wybierają/zapraszają do siebie tych, którzy znają języki, mają jakieś wykształcenie, są młodzi i będą się rozmnażać. Bo tam wciąż brakuje tysięcy rąk do pracy, a wkrótce zabraknie milionów, więc lepiej zawczasu zapanować nad emigracyjnym chaosem i odpowiednio wcześniej, odpowiedzialnie zadbać o to, kogo uczyni się obywatelem swojego kraju.

W Polsce, podobnie jak w całej Unii, wciąż nie mamy jasnej polityki imigracyjnej. Bardziej się boimy, niż czekamy z otwartymi rękoma. Bardziej szukamy usprawiedliwienia, niż empatii. I to w kraju, który przed laty przyjmował już tysiące greckich imigrantów, a gdy nam było gorzej, za komuny, zwłaszcza w stanie wojennym, dziesiątki tysięcy naszych obywateli korzystało z gościny innych. Bo nas przyjęli, bo zrozumieli, bo chcieli, bo potrafili, bo poczuli solidarność. Tę, którą to przecież właśnie my z takim sukcesem wprowadziliśmy do powszechnego światowego obiegu. A teraz nie wiemy, co robić? Nie wiemy, jak się zachować? W kraju, którego obywatele w znakomitej większość deklarują zachowanie zgodne z przykazaniem miłości do bliźniego? My, którzy w dużej części wciąż walczymy o życie w każdej postaci (aborcja, in vitro)? Przecież właśnie teraz jest najlepsza okazja, aby realnie o to życie powalczyć. O setki tysięcy ludzkich istnień. Każdy ma możliwość niesienia pomocy, ratowania, wspierania – według swojej oceny, miary, na własną skalę, co pokazują dziesiątki oławian, już dziś zajmujących się syryjską rodziną. Robią od dawna to, o czym parę dni temu przypomniał papież Franciszek, mówiąc że wobec tragedii uchodźców, którzy uciekają przed śmiercią z powodu wojny i głodu, chrześcijanie mają „być bliźnimi najmniejszych i porzuconych”. – Niech każda parafia, wspólnota zakonna, klasztor i sanktuarium w Europie przyjmie po rodzinie uchodźców – zaapelował papież i dał przykład, zapowiadając że dwie parafie watykańskie przyjmą dwie rodziny uchodźców.

Gdyby każda polska gmina przyjęła tylko jedną rodzinę uchodźców, bez uszczerbku dla naszego bezpieczeństwa, a nawet bez pomniejszania dobrego samopoczucia niektórych z nas, w miarę bezkolizyjnie moglibyśmy przyjąć ok.10 tys. osób. Bez poczucia, że wyznajemy idee i wartości, których nie wcielamy w życie. Bez poczucia wstydu za to, czego zaniechamy.

Oczywiście w wymiarze jednostkowym winniśmy pomagać. Zwłaszcza tym, którym realnie grozi śmierć. Tu nie ma dyskusji. To oczywiście nie może zwolnić rządzących Polską/Unią z prowadzenia takiej polityki, aby nasza gościnność nie zamieniła się we wspólny dla wszystkich koszmar. By nie powstawały getta imigrantów, bo to nigdy i nigdzie dobrze się nie skończyło. By mieć pomysł na tych, którzy i tak tu trafią, czy tego chcemy, czy nie. By imigrantów przyjmować do wspólnoty, a nie dawać im tylko trochę miejsca obok. By umieli bez wyrzekania się własnych wartości przyjąć nasze, europejskie, za swoje. To nie będzie łatwe. To już nie jest łatwe. Hipokryzją jest jednak udawanie, że to nas nie dotyczy. Dotyczy, bo oni już tu są.

JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie