Co wtedy odpowiesz?

Wiedzieliśmy, że publikując rozmowę z Gabi, która była wolontariuszką w obozie dla uchodźców, rozpętamy burzę (http://www.gazeta-olawa.pl/news/49222-bylam-w-obozie-dla-uchodzcow/). Zdecydowaliśmy się na to całkiem świadomie. Bo rolą mediów jest także pokazywanie świadectw osób, które gdzieś były, coś ważnego przeżyły i chcą się tym podzielić – to zawsze daje impuls do dyskusji, do zastanowienia się, do pomilczenia na temat. Także do poszukania odpowiedzi na pytanie, co teraz zrobię z taką wiedzą. Bo w to, że nic nie wiedziałem, w dobie globalnej informacji, przy powszechnym dostępie do internetu, nikt nie uwierzy. Tak wygodne kupienie świętego spokoju było możliwe jeszcze 25 lat temu, a i to nie do końca. Teraz, gdy w smartfonie na żywo możesz oglądać obrazki z wojen, z dramatów, ze zwykłej biedy, prowadzącej do śmierci, nikt nie może powiedzieć, że nie wiedział. Jeśli tak mówi, to tylko dlatego, że świadomie odwrócił głowę – to jakby „uciekł z miejsca przestępstwa”.
Zawsze się wtedy zastanawiam, co odpowiem synowi, gdy kiedyś już będziemy mogli porozmawiać jak równy z równym i spyta: Tato, i co wtedy zrobiłeś? Gdy wiedziałeś, że ktoś potrzebuje pomocy. Gdy wiedziałeś, że są na świecie ludzie, umierający z głodu, żyjący za dolara dziennie, z mizernymi widokami na poprawę. Co wtedy zrobiłeś? Gdy próbowali szans na lepsze życie kosztem twojej wygody, twojego spokoju. Co wtedy zrobiłeś?
Nie mam gotowej odpowiedzi. Nie mam gotowej łatwej odpowiedzi. Bo co może zrobić jedna osoba… Pewnie niewiele. Ale coś może. Niemal zawsze coś może. A razem z kimś może więcej. Zwłaszcza, gdy uświadomi sobie, że obecna migracja tak naprawdę jest wynikiem rosnącej nierówności i powszechnej wiedzy o tym, że ta nierówność jest i rośnie. Czyli z biedy, podsycanej różnymi ideologiami, także religią. A to budzi gniew. Często słuszny.
Jak go próbować gasić? Mamy mnóstwo organizacji, zajmujących się pomocą, są misyjne ośrodki w Afryce, zajmujące się zmniejszaniem biedy, są ludzie, którzy mogą twoją pomoc (nie mów, że nie stać cię na gest 10 zł dla innego człowieka) przekazać dalej – tam, gdzie będzie miała większą moc. Można spróbować swoich sił jako wolontariusz, jak Gabi. A może wystarczy nie przeszkadzać, nie jątrzyć, nie nawoływać do linczu na tych, których się obawiamy, uwierzyć w innych – i to już będzie coś? Może wystarczy po prostu być po właściwej stronie – o ile wiesz, która jest właściwa – jak w czasach „Solidarności”, co potem ustawiało kręgosłup na całe życie.
Można też nie robić nic. A sumienie ukryć za wygodą słów, że przecież każdy czarny jest brudny i leniwy, że każdy smagły to kozojebca i terrorysta, że sami sobie winni, więc nie pomagam. I już mam łatwe usprawiedliwienie z nicnierobienia. I ze spokoju sumienia, gdy w uzbrojonym konwoju przejeżdżam klimatyzowanym autokarem po turystycznych częściach Egiptu z jednej hotelowej enklawy bogactwa do drugiej, mijając chwilowe barykady, blokujące miejscowym biedakom ruch, żeby nic nie niepokoiło mojego błogiego odpoczynku.
Nie mam gotowej odpowiedzi, ale wiem, że kiedyś moje dziecko spyta. Bo zawsze pytają, nawet po latach, jak kiedyś młodzi Niemcy pytali swoich ojców…
Tato, i co wtedy zrobiłeś?

Napisane przez:

Jeden komentarz do “Co wtedy odpowiesz?”

  1. 27-06-2016 o godz. 13:13, Rolf Michałowski pisze:

    Pomagać, tak! Koniecznie! Ale tam, na miejscu tych nieszczęść. Ściąganie totalnie obcej i wrogiej Chrześcijaństwu kutury i wiary do Polski i do Europy w ogóle, wcale nie pomaga takim imigrantom, bo zmusza ich do życia w obcej dla nich kulturze i innej wierze, czego ich wiara nie toleruje w żaden sposób. Im tak nie pomożemy, a i sobie bardzo mocno zaszkodzimy, wspierając zorganizowaną inwazję Islamu na Europę.

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie