Pół wieku Orkiestry Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza

Trudno w to uwierzyć, ale właśnie dziś mija pięćdziesiąt lat od wydania tej płyty-legendy, która niesamowicie przyspieszyła rozwój muzyki pop, wynosząc ją na artystyczny poziom, nieznany wcześniej, i wytyczając nowe kierunki.
Żadna z siedmiu wcześniejszych studyjnych płyt The Beatles nie powstawała tak długo (bo aż 10 miesięcy), ale też akurat to dzieło chłopaków z Liverpoolu jest wyjątkowe pod wieloma względami, od zawartości płyty, uznawanej za pierwszy z historii rocka tzw. concept album, czyli stanowiący spójną całość, po okładkę – do dziś uznawaną za jedną z ikon pop-artu.
Zresztą tych „wyjątkowości” i różnych „naj-” w przypadku tej płyty jest tak dużo, że zapełniłyby niejedną książkę. Po raz pierwszy na takiej płycie wykorzystano (i to jak!) orkiestrę symfoniczną, pastisz muzyki wodewilowej i musicalowej (McCartney był w tym świetny), muzykę hinduską (Harrison), odniesienia psychodeliczne. Mimo raczkującej techniki nagraniowej wykorzystano niesamowitą ilość przeróżnych efektów dźwiękowych (choćby klejenie taśmy, przyspieszanie jej, puszczanie od tyłu). Po raz pierwszy Beatlesi nie przyszli do studia z już gotowymi piosenkami, by na potrzeby nagrania po prostu je odtworzyć – oni je tam wspólnie, nawet demokratycznie, tworzyli, komponowali, wybierając najlepsze pomysły, próbując, dyskutując, podpowiadając sobie rozwiązania, inspirując się wzajemnie. To był ten szczytowy moment w twórczości The Beatles, gdy nie konkurencja wśród członków zespołu była najważniejsza, ale wspólne dzieło, pod którym każdy z Wielkiej Czwórki spokojnie mógłby się podpisać. Oczywiście autorska rola spółki Lennon-McCartney nadal była dominująca, ale i Harrison, i Ringo znaleźli tu swoje wielkie pięć minut.

Któż nie zna tej okładki!


Oprócz nowości muzycznych, artyści zastosowali wiele nowatorskich pomysłów także przy produkcji okładki. Już sama sesja zdjęciowa (kogo tam nie ma! a kto jest?) to temat na osobną książkę, ale warto wiedzieć, że do płyty dołączone były także papierowe wąsy tytułowego Sierżanta i jego epolety. Przełomowy był pomysł, by po rozłożeniu albumu (początkowo miał to być album dwupłytowy) powstał duży portret muzyków. Beatlesi jako pierwsi wydrukowali też na odwrocie albumu słowa swoich piosenek. I kolejne nowości, i kolejne „naj-„…
Trudno się dziwić, że potem „Oksfordzka encyklopedia brytyjskiej literatury” określiła album jako najbardziej inspirującą rockandrollową płytę wszech czasów. W 2003 roku trafił na 1. miejscu listy 500 albumów wszech czasów dwutygodnika „Rolling Stone”. „Sgt Pepper’s” był pierwszym albumem, który doczekał się premiery równocześnie na całym świecie (oczywiście poza blokiem wschodnim, bo jednak żelazna kurtyna była dość szczelna). W Anglii królował na liście przebojów aż 27 tygodni (w USA 15 tygodni), zdobył cztery nagrody Grammy, w tym pierwszą przyznaną płycie rockowej w 1968 roku. Płyta dała początek słynnemu hipisowskiemu latu miłości (pamiętacie słynny festiwal w Woodstock?). Mało kto wie, że prawdziwa premiera krążka też była niesamowita. Otóż gdy tylko wytłoczono próbną wersję płyty, Beatlesi pojechali do kolegi w Chelsea, i o szóstej rano (!), z głośnikami na parapecie, ale odwróconymi w stronę ulicy, puścili całą płytę w eter! Cztery dni później, gdy byli na koncercie Jimiego Hendriksa, ten – gdy tylko ich zobaczył – rozpoczął koncert od… tytułowej piosenki Orkiestry Klubu Samotnych Serc Sierżanta. Jak potem wspominał McCartney, to był jeden z najlepszych komplementów, jakie go spotkały po wydaniu płyty. Płyty, którą muzycy z Liverpoolu kolejny raz przekroczyli kolejne granice muzyki pop, otwierając ją na niedostępne dotąd pola muzyki poważnej, awangardowej, czy… każdej innej.
*
Wiem, wiem, można o tym pisać i pisać. Ale lepiej słuchać. Do tej pory sprzedało się na świecie co najmniej (czyli legalnie) 32 mln egzemplarzy „Sgt Pepper’s”, ale teraz, gdy właśnie (26 maja) ukazała się jubileuszowa reedycja krążka na nowo zmiksowana przez syna słynnego sir George’a Martina (on pracował przy oryginale) – Gilesa, to na pewno wzrośnie. Ja już słuchałem. Brzmi rewelacyjnie, ponownie świeżo, fani zauważą parę smaczków, niedostępnych wcześniej z powodu jakości nagrania, że już nie wspomnę o płytach dodatkowych, zawierających nigdy dotąd niepublikowane materiały z sesji przy Abbey Road, czyli taśmy z początkowymi wersjami klasycznych już kompozycji. Zatem zapraszam:

1. Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band
2. With A Little Help From My Friends
3. Lucy In The Sky With Diamonds s
4. Getting Better
5. Fixing A Hole
6. She’s Leaving Home
7. Being For The Benefit Of Mr Kite!
8. Within You Without You
9. When I’m Sixty Four
10. Lovely Rita
11. Good Morning Good Morning
12. Sgt Pepper’s Lonely Hearts Club Band (Reprise)
13. A Day In The Life

Ja też sobie nie odmówię, dlatego z okazji Dnia Dziecka wybieramy się z żoną na koncert, na którym odegrane będą wszystkie utwory z tej kultowej płyty (tym razem przez polskich wykonawców), a całość poprowadzi Piotr Metz z radiowej Trójki. Można będzie powspominać dawne i nieco naiwne choć piękne idee „dzieci kwiatów”, hippisowskie czasy narkotyków, protestów przeciwko wojnie, wolnej miłości – warto pamiętać, że „All You Need Is Love” (premiera, i to jaka, odbyła się podczas pierwszej satelitarnej transmisji) nagrano zaledwie dwa tygodnie po wydaniu „Sgt Pepper’s”.
Ech, ile to wspomnień…
JK

A tutaj na beatlesowskiej okładce ja też jestem i to razem z moją córką Anią. Ciekawe, czy ktoś nas znajdzie? Ale bez powiększania fotki! Zdjęcie zrobiła nam żona na wystawie podczas koncertu McCartney w Kijowie w 2008 roku


PS 2
I już po. Koncert taki sobie, ale opowieści Piotra Metza nie do podrobienia. Encyklopedia wiedzy o The Beatles, na dodatek naprawdę miły facet. Stąd takie nasze nastroje:

Pozdrowienia dla wszystkich kochających The Beatles

Napisane przez:

komentarze 4 do “Pół wieku Orkiestry Klubu Samotnych Serc Sierżanta Pieprza”

  1. 02-06-2017 o godz. 08:35, Marcus pisze:

    Zapomniał Pan dodać, że w tamtych szarych komunistycznych czasach The Beatles byli dla nas kolorowym oknem na świat, pokazującym ludzi bawiących się, kochających, zajmujących się radosną muzyką, a u nas był stan wojenny. Ale kto nie wycinał zdjęć Lennona z kolorowego i pachnącego zachodem miesięcznika „Bravo”, przywożonego „stamtąd”, ten nie wie, o czym tu mówimy, prawda, panie Jurku?

  2. 02-06-2017 o godz. 08:36, admin pisze:

    Prawda, awda, awda, awda…
    JK

  3. 02-06-2017 o godz. 08:39, Ania pisze:

    To może jakiś koncert z muzyką beatlesów w Oławie? Co Pan na to? Okazja na pewno by się znalazła, tylko kto by miał zagrać i zaśpiewać…
    A

  4. 02-06-2017 o godz. 08:46, admin pisze:

    Oczywiście jestem za – już nawet kiedyś, bardzo, ale to bardzo dawno temu współorganizowałem taki koncert po śmierci Johna Lennona m.in. z Markiem Traczem, to było w kościółku św. Józefa – czyli katolickim, choć stosunek Johna do Kościoła i w ogóle do religii był wiadomo jaki. To był szał, babcie uciekały w popłochu przy pierwszych dźwiękach Help (nie pamiętam tylko, co to był za zespół, sorki. No, ale wtedy mieliśmy odważnego księdza Roberta, co to „wziął za mszę w zielonych”, czyli uskładaliśmy same pięćdziesiątki (przed denominacją), a nawet wygłosił kazanie o wielkich nieobecnych, a dla nas wtedy ważnych, czyli właśnie o Lennonie, Hendriksie, Joplin itp. To były piękne czasy 😉 Ale oczywiście, gdyby ktoś nieco młodszy chciał taki koncert zorganizować, czyli miał chęci – z przyjemnością pomogę. A okazja – faktycznie – sama się znajdzie, podobnie jak artyści, samych lokalnych mamy wielu, którzy daliby radę. Skoro było 50-lecie „Orkiestry…”, zaraz będzie podobna okazja dla tzw. „Białego Albumu”.
    Pozdrawiam
    JK

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie