Kawa osobista (1)

– Mój umysł był czujny jak po kofeinie – to zdanie z powieści „Shantaram”, którą obrałem za tegoroczną wakacyjną lekturę (właśnie kończę, bo i wakacje za nami), jakoś we mnie utkwiło. Mogły i inne, bo wiele w tej książce cennych spostrzeżeń, a to akurat wcale nie jakieś wielce oryginalne, ale jakoś utkwiło to. Może dlatego, że jestem nieuleczalnym kawoszem i dobrze znam to uczucie, gdy rano kawa płynie żyłami szybko budząc poszczególne części organizmu. Kawałek po kawałeczku, aż po 15 minutach już jestem gotów się skoncentrować, cokolwiek zapamiętać czy dostrzec. Oczywiście zawsze mam świadomość, że takie zwykłe poranne szybkie picie kawy, byle tylko dorzucić trochę kofeiny do pieca, to profanacja tego boskiego napoju, ale cóż, nie zawsze i nie wszędzie mamy czas i nastrój na delektowanie się smakiem, aromatem, zapachem. Wybieramy po prostu to, co najpotrzebniejsze. Czyli chemię płynącą z tych życiodajnych ziaren, rodem z Abisynii, czyli obecnie Etiopii, gdzie ponoć wciąż jeszcze rosną naturalne krzewy kawowca. Bardzo chciałbym je kiedyś zobaczyć, ale cóż, na razie moja droga nie wiedzie przez afrykański kontynent. Zresztą ta kawa w sklepach, sprzedawana jako „oryginalna z Etiopii”, jakoś mnie nie urzekła.

Dobra czarna kawa i czasem coś do kawy. Bezcenne

Ale wróćmy do chemii. Skoro on niej mowa, to i poetyckie opisy na bok. Po prostu wiemy, że kofeina korzystnie wpływa na nasz organizm, powoduje lepsze ukrwienie mózgu, co daje większą spostrzegawczość czy mocniejszą koncentrację. Nieco podnosi też poziom adrenaliny, co dzięki acetylocholinie może poprawić pamięć. Wiele nadań dowodzi, że kawa/kofeina poprawia wydolność układu sercowego, przyspiesza przemianę materii, łagodzi bóle głowy, czyli generalnie poprawia nastrój. No i na razie nikt nie udowodnił, by parę (3-5) filiżanek czarnej kawy komukolwiek zaszkodziło. Piszę „czarnej”, bo to moja kawa. Bez dodatków jak np. skórka pomarańczy, bez mleka, bez śmietanki, bez cukru, w ogóle bez żadnej sztucznej chemii, bo od zawsze interesuje mnie tylko kawa parzona w prawdziwym ekspresie ciśnieniowym – żadne rozpuszczalne, żadne ekspresy przelewowe, żadne trzy w jednym, żadne w kapsułkach, żadne „plujki” czy tzw. „po turecku”. Nic z tego. Po prostu czysta arabica i robusta. I tyle. No, może czasem z kardamonem, i to najlepiej przywiezionym z miejsca, gdzie rośnie. I tyle. Bo choć w sklepach tysiące różnych nazw, jakieś latte, cappuccino i inne wynalazki, to tak naprawdę mamy tylko te dwa gatunki kawy. Arabikę i robustę. Która lepsza?

cdn.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie