Jest Kult Orbitowskiego

Już w połowie maja odbędzie premiera nowej powieści Łukasza Orbitowskiego. I nie będzie to taka sobie zwykła książka Orbitowskiego, tylko wyczekiwana przez nas „oławska” powieść „Kult”, oparta w dużym, a nawet w bardzo dużym stopniu na historii oławskiego wizjonera Kazimierz Domańskiego.

Książka jeszcze się drukuje, ale już znamy jej okładkę


Oto, co na temat książki podaje wydawca, czyli Świat Książki: To mistrzowska opowieść o nas samych. 1983, okres największej beznadziei Polski Ludowej. Po prowincjonalnych parafiach rozchodzi się wieść o Maryi ukazującej się na działkach w podwrocławskiej Oławie. Kościół odcina się od objawień, a generał Jaruzelski grzmi o religijnej ciemnocie. Mimo milicyjnych szykan dziesiątki tysięcy pątników nadciągają do małego miasteczka.
Prostoduszny rencista Heniek z nadludzką konsekwencją dąży do wybudowania wielkiego sanktuarium, które ma konsekrować papież Polak. Jego brat Zbyszek uporczywie lawiruje między poczuciem rodzinnej lojalności a oczekiwaniami przyjaciół, tworzących lokalną partyjno-kościelną elitę. Jego słabość do kobiet, równie silna jak miłość do żony i dzieci, to wymarzony materiał na esbecki szantaż.
Kult to najdojrzalsza powieść Łukasza Orbitowskiego, snuta z humorem i czułością. Zbeletryzowana, ale doskonale udokumentowana historia oławskich objawień jest tylko pretekstem do fascynującej opowieści o miłości i stracie, lojalności i próbie zrozumienia najbliższych. O potrzebie odkupienia win. O cudach i ich tajemnicy.
*
Nieoficjalnie mogę już podać, że oławska, a jednocześnie polska premiera książki odbędzie się, jakże by inaczej w Oławie, 16 maja, prawdopodobnie w Sali Rajców oławskiego ratuszu. Już dziś mogę zaprosić i tym razem czynię to wyjątkowo szczerze, bo powieść czytałem (jestem wśród tych szczęśliwców, których Autor obdarzył wyjątkowym zaufaniem). Oczywiście nic więcej nie zdradzę, przynajmniej na razie, w każdym razie z całym założeniem, że to fikcja literacka, na pewno nie było w historii literatury tak „oławskiej” książki. Będę polecał.

Łukasz Orbitowski urodzony w 1977 roku w Krakowie, pisarz i dziennikarz (prowadził program „Dezerterzy” w TVP Kultura). Zdobywca wielu wyróżnień i nagród m.in. „Paszportu Polityki” i nagrody Zajdla, nominowany do Nagrody Literackiej Nike za powieści „Szczęśliwa ziemia” i „Inna dusza”. (fot. Agnieszka Herba)

A to fragmenty rozmowy, jaką parę miesięcy temu przeprowadziłem z autorem na łamach „Gazety Powiatowej”

Orbitowski: – Pomysł na książkę jest taki, że… Ja nie rozumiem wiary i pisząc tę książkę chcę ją trochę zrozumieć. W konsekwencji cała opowieść będzie przedstawiona z perspektywy brata wizjonera, co chyba dosyć wyraźnie odróżnia moją fabułę od prawdy, bo jeśli nawet Domański miał brata, to on nie odgrywał żadnej roli w tych wydarzeniach na działce. U mnie będzie mocna postać brata, który jest człowiekiem bardzo konkretnym, wykonującym uczciwy zawód fryzjera, kochającym ziemskie przyjemności. I który będzie jakoś musiał odnieść się do cudu. A to trudna sytuacja. Z jednej strony taki człowiek nie wierzy w to, że Matka Boska pojawia się na działkach, a z drugiej strony kocha brata i czuje się za niego odpowiedzialny. Chroniąc brata musi więc wejść w coś, co nie jest jego przestrzenią. Musi dotknąć tego świata wiary.
Kamiński: – Relacja braci będzie osią powieści?
– Bezbożny brat i brat prorok to jest maszyneria i paliwo, koło zamachowe fabuły. Da się na tym zbudować napięcie. No i będą dziewczęta, będzie dużo dziewcząt…
– Religijnych?
– Niekoniecznie, bo narrator będzie bardzo ziemski.
– Czy oprócz samego Domańskiego i tła związanego z objawieniami pojawią się jacyś inni lokalni bohaterowie?
– Jestem tu już trzeci dzień i zaczynam nasiąkać lokalnym kolorytem. Wiem na przykład kim jest Don Wieko. Jeżeli jesteś pisarzem i otrzymujesz faceta, którego nazywają Don Wieko, to chcesz napisać o tym w książce. Z drugiej strony zakład pogrzebowy o nazwie… „Figiel”. Kocham Polskę, kocham bywać wśród ludzi w różnych miejscach, kocham lokalny koloryt. Żyję tym, oddycham tym, że zakład pogrzebowy ma śmieszną nazwę, że jest jakieś urocze graffiti na murze, że macie tu Rynek, przy którym nie ma gdzie usiąść, że jest ten wieżowiec, z którego ludzie skakali. Takie drobiazgi są materią, z której się tka powieść.
– I po to przyjechałeś z Krakowa do Oławy?
– Za Domańskim przyjechałem, bo jednak muszę zobaczyć pewne rzeczy. Wczoraj nawet podjąłem karkołomną próbę przejścia tej trasy parkiem ze stacji kolejowej na działki. Jak pielgrzymi. Chyba jednak szedłem ze złej strony, bo od działek i nie udało mi się. Wszedłem w takie krzaki, a że miałem krótkie spodenki, a że wcześniej prowadziłem research rozmawiając przy wódeczce z lokalnymi patriotami, więc ta moja droga z działek też prawie była na kolanach, no i musiałem zawrócić.
– A nie boisz się, że autor – zdeklarowany ateista – może niektórych odstraszyć od książki na temat jednak religijny…
– Tutaj nie ma się z czego śmiać, więc nie zamierzam szydzić z niczego. Tak jak nie wierzę, że Matka Boska na chmurce razem ze świętym Józefem i kardynałem Wyszyńskim oraz siostrą Faustyną meldowała się na działkach. Bo Boga nie ma i w związku z tym nie ma Matki Boskiej itd. Ale wiem, że Kazimierz Domański ją widział. On nie był oszustem. Coś tam się zdarzyło. Czy sobie to wkręcił, czy miał halucynacje, czy wierzył tak mocno, że przekonał sam siebie, że to się dzieje. Nie wiem, ale w tym człowieku nie było kłamstwa. Wierzę w jego świadectwa, wierzę, że nie robił tego dla sławy, dla pieniędzy… Kiedy stykasz się z takim ludzkim losem, to musisz o tym pisać z szacunkiem i miłością.
– A nie zaczynasz żałować, że ta duchowa część świata przechodzi gdzieś koło ciebie?
– Ja tego żałuję, ale z tym nic nie zrobię. Tak jak nie pofrunę. Nie mam genu wiary. To nie jest tak, że mam za sobą jakąś drogę duchową, która zakończyła się ateizmem. Nie, ja zawsze taki byłem, to znaczy gdy dzieckiem będąc chodziłem na religię, to mi się to zawsze wydawało bzdurą. Rozumiem, jak ważna dla ludzi jest religia i wiem, jak trudną i tragiczną sprawą jest konfrontacja z własną społecznością. Bo przecież my umrzemy. Żyjąc krótko i idąc w nicość dobrze jest widzieć jakieś pocieszenie. A religia daje ci sens. Moje życie jest akcydentalne, to znaczy mogłoby go nie być. Jest Orbitowski, nie ma, jeden ciul. A w chrześcijaństwie jestem częścią planu Bożego, jestem niezbywalną częścią Kosmosu. Doskonale rozumiem ludzi, którzy na tym budują swoje życie, bo bycie kimś przypadkowym i kruchym to nic fajnego.

JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie