Lwów – 5

To może być rodzaj kryptoreklamy, ale co tam… Na dodatek to w jakimś sensie podróba, ale…
Po prostu ten lokal nam się wyjątkowo spodobał, więc z czystym sumieniem polecamy. A zaczęło się do reklamy „kawy ze Lwowa”, która przywitała nas już na lotnisku, a potem nie dawała żyć. Owszew, jest tam palarnia kawy, są ciekawe sklepy, ale ta reklama… To jakby reklamować „banany z Polski” tylko dlatego, że pod Opolem mamy dojrzewalnię tych owoców. No, ale tak się reklamują we Lwowie. Więc spróbowaliśmy parę razy. I nic. Nie zatrybiło. Kawa po prostu nam nie smakowała, jakaś kwaskowa… Za to w tej knajpie, przy ul. Kotlarskiej…

O, tu


…poprosiłem o dobrą kawę, najlepiej nie „ze Lwowa”. I taką dostaliśmy. Droższą, ale o niebo lepszą. Po prostu smaczną kawę o smaku dobrej kawy. I teraz już na spokojnie mogliśmy się rozejrzeć po wnętrzu.

Przede wszystkim było pusto, a to we Lwowie zaleta, zwłaszcza w kawiarni jakieś 500 m od opery


Coś nam to przypominało


I nie był to przypadek


Proszę, jakie ciekawe


Otóż ten klimat właściciele lokalu wprowadzili całkiem świadomie i z głową


Oto fragment z menu w języku polskim (pisownia oryginalna – JK): – Wybór nazwy dla naszej kawiarni „Sztuka” nie był przypadkowym. Mimo dość szerokiego traktowania tego słowa, zainteresowaliśmy się faktem, że100 lat temu we Lwowie istniał już podobny zakład, otwarty w 1909 roku Ferdnandem Turlińskim przy ul.Teatralnej. Była to piękna kawiarnia, której ściany były zdobione płótnami ówczesnych mistrzów: Sichulskiego, Dębickiego, Błockiego, Paucza. Przy tym zawsze było przyjemnie i ciekawie patrzyć na te ściany, spoglądając na nowe działa malarskie. Stanisław Ludkiewicz opowiadał, że tutaj spotykano się nie tylko przy „małej czarnej”, ale też w osobliwej atmosferze, która się pojawiała, kiedy to zapadał zmrok. Zachowując dawną nazwę kawiarni, pragnęliśmy, żeby duch dzisiejszej „Sztuki” odpowiadał duchu starej. Dzięki tej starej atmosferze, która to została przez na odtworzona, zanurzycie się w czasy Lwowa Austro-Węgierskiego z jego twarzą własną i style. W tej sprawi pomogli nam konserwatorzy lwowscy, którzy odtworzyli napisy na fasadzie i wzory szablonowe sufitów z początku XX wieku.

W tej samej kamienicy przy ul. Teatralnej, gdzie mieściła się oryginalna kawiarnia „Sztuka”, mieszkała też Wanda Młodnicka z domu Monne, narzeczona znanego malarza Artura Grottgera. Jak wiemy z wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim, to ona po śmierci artysty sprowadziła jego ciało i pochowała właśnie tam.


Aj, jakie te strudle były pyszne. Z jabłkami, z wiśniami… Mniam.


Stare pianino dopełnia całości

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie