Nie poczytałem…

A szkoda. Bogato zaplanowane przez „Koronkę” Narodowe Czytanie w parku nad oławskimi stawami odwołano z powodu fatalnej pogody. Miałem czytać fragmenty „Dymu” Konopnickiej, ale nie wyszło. A szkoda. Bo autorka wyjątkowa, mało znana, na pewno niedoceniana. Niezwykle wrażliwa na ludzką niedolę, dramat i nieszczęście, z drugiej strony wyrażająca zachwyt nad niepowtarzalnym pięknem i urodą ojczystego krajobrazu. Przez wielu wskazywana niemal jako wzorzec narodowej i katolickiej Matki Polki (w końcu to autorka „Roty”, śpiewanej podczas największych polskich uroczystości patriotycznych, często także religijnych), przez innych nazywana ikoną środowisk LGBT, co – moim zdaniem – może i nieco na wyrost, ale zapewne bliższe prawdy.
Owszem, była wielką patriotką, ale już co do matki i to jeszcze katoliczki już jej współcześni (w tym Kościół) mieli spore zastrzeżenia, czemu dawali liczne wyrazy, i na piśmie. Mało kto uczył się w szkole, że Konopnicka opuściła męża (choć bez rozwodu, bo ich wtedy nie udzielano), nie zajmowała się dobrze wszystkimi swoimi dziećmi, miała licznych i to sporo młodszych kochanków (czasem nawet dwu naraz), a ostatnie lata życia spędziła w inną kobietą – Marią Dulębianką (od 20 lat młodszą od autorki „Naszej szkapy”, która zresztą przez całe życie także się odmładzała, gdy miała podać datę urodzin). Nie wdaję się tutaj w rodzaj tej wyjątkowej relacji Marii z Marią, bo przez narodową prawicę będę posądzony o tzw. „kłamstwo konopnickie” (wymyślił to pojęcie Artur Zawisza), ale fakty są następujące. 20 lat obie kobiety żyły razem, pod jednym dachem, wszędzie razem chodziły, jeździły i mówiły o sobie „my”. Dulębianka, która dla Konopnickiej poświęciła własną karierę artystyczną, już wtedy w środowisku mogła być uważana za lesbijkę. Konopnicka mówiła o niej używając męskiego imienia „Pietrek”. To ona właśnie organizowała we Lwowie pogrzeb autorki „Roty”, choć bez udziału duchowieństwa, które oburzone było na postępowe poglądy Konopnickiej i na jej antykościelną postawę. Konopnicka spoczęła na Cmentarzu Łyczakowskim, a gdy dziesięć lat później zmarła Dulębianka, naturalnym wtedy było dla wszystkich, że spocznie w tym samym grobie, co jej życiowa partnerka. I spoczęła. Dopiero po protestach rodziny i wyrazach publicznego zgorszenia ciało Dulębianki przeniesiono kilkaset metrów dalej, na Cmentarz Orląt Lwowskich.

Tu, na Cmentarzu Łyczakowskim, spoczywa Maria Konopnicka. Już bez swojej wieloletniej towarzyszki życia, też Marii


Tak. Jest o czym opowiadać, o czym pisać… Nietuzinkowa kobieta. Bardzo postępowa, mądra. Wiecie, że dobrze znała co najmniej sześć języków obcych? I to na tyle dobrze, że tłumaczyła np. niemieckiego noblistę Gerharta Hauptmanna (dokładniej dramat „Hanusia”)?
Ech, szkoda, że nie czytałem tego „Dymu”…
JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie