Ograniczony wybór

Myślisz, że to będą wolne wybory? Jasne! Mniej więcej tak samo wolne, jak twoja decyzja w sprawie zakupów auta czy wakacyjnego wyjazdu. Kto dziś posługuje się internetem (czyli wszyscy), nie może mówić o całkowicie wolnej woli przy wszelkich wyborach. Od kiedy niemal o wszystkim, w tym o reklamach, jakie do ciebie docierają, decydują przeróżne algorytmy, wybory wygrywa się nie politycznymi programami, tylko przekonywaniem wyborców, że nasze są najlepsze.

Być może rację miał Mark Twain, który dowodził, że nie ma czegoś takiego, jak nowa idea. „Bierzemy po prostu garść starych pomysłów i wrzucamy je do naszego mentalnego kalejdoskopu. Kiedy nim obracamy, powstają nowe, ciekawe kombinacje. Obracamy tak więc i obracamy, tworząc bez przerwy nowe kombinacje; są to jednak wciąż te same kolorowe szkiełka, którymi ludzie się bawią od czasów najdawniejszych”. Rzecz w tym, by te nasze wydawały się wyborcom najbardziej kolorowe ze wszystkich. Kto przekona najlepiej? Oczywiście ktoś, kogo darzymy zaufaniem. Na przykład wyszukiwarka internetowa, z której dziś czerpiemy podstawowe informacje o świecie. A dokładniej z pierwszej strony wyników, bo – jak mówi stary dowcip – gdzie najlepiej ukryć trupa? Na drugiej stronie wyników Google`a, gdzie nikt nie zagląda.

W 2015 roku Robert Epstein zbadał, jak bardzo dajemy się manipulować. Wymyślił wyszukiwarkę, która różnym uczestnikom eksperymentu podsuwała nieco inną wersję wyników, faworyzującą za każdym razem innego kandydata. Kiedy uczestnicy badania szukali czegoś w internecie, wszystkie linki na górze wyników dotyczyły przypisanego do nich polityka. Niżej, do innych linków, raczej nie zaglądali, jak w tym dowcipie. Wystarczyło parę minut oglądania odpowiednio spreparowanych wyników wyszukiwania, by prawdopodobieństwo wybrania faworyzowanego przez wyszukiwarkę kandydata wzrosło o ponad 10%. Epstein w czasopiśmie „Science” tłumaczył potem, że zdaniem przeciętnego użytkownika internetu wyszukiwarki podejmują słuszne decyzje. Dlaczego? Bo pokazują to, czego spodziewamy się znaleźć, czyli… spełniają swoje zadanie. – Ludzie niezdający sobie sprawy z tego, że są manipulowani, skłaniają się ku przekonaniu, że zmieniają poglądy pod wpływem samodzielnych decyzji i przemyśleń – wyjaśniał.

Parę dni temu tygodnik „Nature” opublikował wyniki kolejnego eksperymentu, który tym razem pokazuje, że manipulując informacją w mediach społecznościowych (głównie na Facebooku), przy wsparciu botów, także bez problemu, za to w jeszcze większych stopniu można wpłynąć na stan umysłu głosujących i wypaczyć wyniki wyborów. Amerykański eksperyment pokazał, że odpowiednia ingerencja w „bańki informacyjne”, w których wszyscy jesteśmy zanurzeni, jest w stanie „zmusić” wyborców nawet do tego, by głosowali wbrew własnym intencjom. A to już nie ma nic wspólnego z demokracją, jaką znamy.

Przerażające jest to, jak bardzo korzystając z algorytmów przeróżnych wyszukiwarek, z opinii w mediach społecznościowych, wciąż wierzymy w niezależność swoich sądów. Choćby w wolne wybory. Być może nigdy nie były one wolne w wystarczającym stopniu, ale na pewno obecnie są mniej wolne, niż kiedyś.
JK

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie